La Flor de Cano Elegidos Polski Aficionado

La Flor de Cano Elegidos

I po raz kolejny wybieramy się na Kubę. Tym razem ja będę waszym przewodnikiem po tej zacnej i jakże symbolicznej części świata cygarowego. A mówić będziemy o takim ciekawym produkcie marki Habanos – La Flor de Cano Elegidos.

Jest to trzecie z cygar od Habanosa z linii budżetowych, które recenzujemy na naszych łamach. Jak wypadło? Czy warto na nie zwrócić uwagę? Czy podziela fascynacje swoich poprzedników? Na te wszystkie pytania postaramy się Wam opowiedzieć w dzisiejszej recenzji. Do dzieła!

La Flor de Cano

Marka cygar z tych nieoczywistych. Zawsze gdzieś obok, niby obecna, ale nie na pierwszym planie. Taka kubańska ciocia z prowincji, co to raz w roku przyjeżdża na wesele i robi furorę. Oficjalnie została zarejestrowana przez braci José i Tomása Cano w 1884 roku – a więc w czasach, kiedy świat był jeszcze na parę lat przed cygarowym Instagramem. Bracia produkowali też cygara pod nazwą La Leonora, o których wiemy tyle, co o życiu uczuciowym palaczy Clubmasterów, czyli niewiele. Marka przez dekady pozostawała w rodzinnych rękach, aż do momentu, kiedy na Kubie zgasło światło wolnego rynku, a przemysł tytoniowy przeszedł w tryb “nasze wspólne”.

I teraz uwaga: mimo że nie była to marka wielkoskalowa, La Flor de Cano zdobyła uznanie poza Kubą – zwłaszcza w Hiszpanii i Wielkiej Brytanii. Z jakiegoś powodu Brytyjczycy uznali ją za wartą miejsca w humidorze, może przez ten balans między “nie za mocne” a “nie za nudne”. Dzięki temu marka uniknęła całkowitego wycofania, choć po 2002 roku, w ramach porządków w portfolio Habanos S.A., poleciały formaty, które sprzedawały się gorzej niż wino bez etykiety. Zostawiono tylko dwa cygara, upraszczając ofertę do minimum. Część wcześniejszych była rolowana ręcznie, część maszynowo. Dziś na szczęście te, które zostały, są w pełni ręcznie robione, choć z ciętych liści. Czyli tzw. tripa corta, czyli, mówiąc wprost, mielonka z bardzo dobrego mięsa. Stąd ten budżet.

No i jeszcze jest ciekawostka dla kolekcjonerów i tropicieli edycji limitowanych: La Flor de Cano od czasu do czasu pojawia się w edycjach regionalnych. I tutaj już gramy wyższą nutę, bo to cygara z całych liści – tripa larga – a do tego blend z samego Vuelta Abajo. Czyli crème de la crème kubańskiego terroir. Można się zdziwić, bo marka kojarzona z budżetem nagle wrzuca smoking i występuje w operze. I właśnie dlatego warto ją obserwować, bo nigdy nie wiesz, czy właśnie nie trafisz na perłę, która udaje przeciętniaka.

Cygaro La Flor de Cano Elegidos Polski Aficionado

La Flor de Cano Elegidos

Opisywany format to Elegidos. Poza nomenklaturą Habanosa, to klasyczne robusto, dokładnie co do cala. Warto pamiętać, że mamy tu do czynienia z short fillerem, choć w pełni ręcznie zwijanym, totalmente a mano. Z tego względu nie nastawiałem się na idealną konstrukcję ani na to, że popiół będzie trzymał się jak Tom Cruise ściany w Mission Impossible 2.

Warto zatrzymać się przy pierścieniu. Mimo że mamy do czynienia z cygarem z niższej półki cenowej, wygląda naprawdę świetnie. Klasyczna, głęboka czerwień, delikatne białe obramowanie i eleganckie litery. Wszystko tu gra. Jest w tym projekcie coś szlachetnego i spójnego. Na tle wielu innych budżetowych Habanosów prezentuje się wyjątkowo dobrze. Może to kwestia koloru, może kompozycji, ale przyznam szczerze: to jeden z ładniejszych pierścieni w całej standardowej linii Habanosa. I to nie tylko jak na tę półkę cenową.

Tytoń w tych cygarch pochodzi z dwóch kubańskich regionów: Vuelta Abajo i Semi Vuelta. Ponoć, to właśnie stamtąd rodzą się najpiękniejsze aromaty starej szkoły. Mamy więc mieszankę, która powinna dostarczyć zaskakująco klasycznych nut. W smaku mają pojawić się drewno, kawa, lekka skóra (czyli to co akurat nie jest do końca moją idealną mieszanką), czasem odrobina przyprawowości. Co ciekawe, ponoć można wychwycić niewielką słodycz, która gdzieś tam ma przewijać się między kolejnymi puffnięciami. Czyli nastawienie na wymruczane pod nosem stare kubańskie melodie.

La Flor de Cano występuje w formatach:

  • Petit Coronas (40 x 4 7/8)
  • Elegidos (50 x 5)
  • Mágicos (52 x 4 1/2)
  • Robustos (50 x 4 7/8)

Z czego dwa ostatnie formaty, to long filler dostępny właśnie w wersjach regionalnych. Przejdźmy zatem do degustacji.

Habanos La Flor de Cano Elegidos Polski Aficionado

Akcja, cięcie

Cygaro, jak tradycja recenzencka nakazuje, trzeba spróbować „na sucho”. W aromacie – kubańska klasyka: cedr i miód gryczany. Przyzwyczaiłem się już do tego, że mój nos w cygarach z kolebki wyczuwa nuty miodowe, kwiatowe – ot, taka moja uroda zmysłów. Było też lekkie kręcenie w nosie, czyli odhaczone nuty przypraw, w tym pieprzu.

Cygaro przyciąłem klasycznie, czyli cięciem prostym. I tu pierwsze zaskoczenie – po posmakowaniu wrappera pojawiła się dziwna kwaskowatość. Już kiedyś spotkałem ją w cygarach. Sommelierzy kawowi nazwaliby to owocowością, a dla mnie to po prostu kwaśny smak. Ciąg był dość mocno ciasny. Nie był to klasyczny kołek, ale też nie zapowiadał pełnego komfortu z palenia. Jednak ten ciasnawy ciąg dał mi świadectwo, że mam do czynienia z oryginalnym cygarem kubańskim – że tak pozwolę sobie zażartować. Odpalamy.

Tercje

Pierwszy puff. Cygaro rozpoczęło się delikatnie. Zbyt delikatnie. Deklarowana moc to średnia. Trzeba było mieć nadzieję, że się rozkręci. Po odpaleniu okazało się, że ciąg wcale nie jest taki zły (na szczęście). Aromat dymu? Przepiękny: słodki i kremowy. Chciałem, żeby to miało odzwierciedlenie w smaku, ale na to musiałem jeszcze poczekać. Wrapper był nadal kwaskowaty i zaczęło mi to nieco przeszkadzać. Na szczęście, po dwudziestu minutach, kiedy kończyła się pierwsza tercja, wjechał miód.

I jak wjechał miód, tak szybko odjechał. Ciągle przeszkadzały mi podczas palenia te owocowe nuty wrappera. Nie wiem, może taki egzemplarz. Gdzieś tam z tyłu migała kawa w smaku. Ale ten wrapper… Musiałem to zagryźć. Kabanosy i czekolada zrobiły robotę. Kwaskowatość wrappera zniknęła, a podbite kubki smakowe wyeliminowały jeszcze pojawiające się nuty drewna (na szczęście). Mijało dobre pół godziny, a cygaro wciąż było lekkie. A jak coś się pojawiało, to migało albo po prostu nie smakowało. Jedyna frajda w tym czasie to był dym. Aż tu nagle…

Trzecia tercja. Moc się zwiększa. Smaki nadchodzą. Para buch, koła w ruch. Na peron trzeciej tercji wjeżdżają miód, kawa, słodycz… wszystko nagle staje się wyraźne, intensywne. Pomyślałem: czy nie można było tak od razu? W końcu czuć ten charakterystyczny kubański pierwiastek. I jak w życiu: nie ważne, jak się zaczyna, ważne, jak się kończy. Degustacja zwolniła, bo chciałem się nacieszyć tymi dobrociami. Przy okazji, ciąg stał się idealny w tym momencie.

Nie wspomniałem jeszcze o popiele. Z założenia miałem siedzieć z popielniczką pod brodą, bo short filler, więc wiadomo: może się sypać. A tu proszę. Popiół był zwarty, elegancki i trzymał się jak Tom Cruise ściany. Czyli jednak Mission Impossible.

Recenzja cygara La Flor de Cano Elegidos Polski Aficionado

Podsumujmy

98 minut. Tyle czasu minęło od odpalenia do odłożenia cygara w popielnicy. Zakończyłem palenie z uśmiechem na ustach, ale sam nie wiem, co mnie bardziej rozbawiło: kabanosy i czekolada jako zestaw ratunkowy, czy to, że dopiero trzecia tercja dowiozła. Szkoda, że tak późno.

Moim zdaniem La Flor de Cano Elegidos wypadło najsłabiej z całej trójki kubańskich cygar „na każdą kieszeń”. Mimo ciekawej historii i zdecydowanie najlepszego pierścienia, który nie zdradza ani przez chwilę, że palimy short fillera, to jednak się nie udało. Gdyby można było wyciąć dwie pierwsze tercje i zapalić tylko trzecią? Ale to tak niestety nie działa.

W mojej subiektywnej opinii, bo tym przecież są te recenzje, cygaro wypadło totalmente budżetos. I choć liście pochodzą z najlepszego rejonu upraw na Kubie, to jednak czuć, że poszły cięcia: nie tylko w rozmiarze liścia, ale też w produkcji.

Wierzę, że znajdą się miłośnicy takich profili. Bo skoro cygaro jest na rynku, to ktoś musi je kupować i komuś sprawiać przyjemność. Ja nim nie będę.

A jednak… gdzieś z tyłu głowy tli się jedna myśl, mocno związana z Kubą: a co, jeśli to cygaro po prostu potrzebuje więcej czasu? Jeśli poleży? I z tą myślą zostawiam i siebie, i Ciebie, drogi Czytelniku.

Recenzowane cygaro dostaliśmy od Premium Cigars, dzięki staraniom Szymona Kwiatkowskiego.

Notka od Mateusza Krzywieckiego

Tu pisze Mateusz..

Taką notkę zostawił mi Piotr w miejscu, gdzie powinienem się dopisać. Dobrze, że mam się tylko opisać, bo na prawdę nie wiem jak sam miałbym napisać recenzję tego cygara. Oczywiście zrobiłem notatkę, ale..

Liść okrywowy brzydki, żylasty – bodaj najbrzydszy z opisywanej ostatnio trójki. Zapach to zupełnie inna historia. Pokrywa pachnie ładnie – przede wszystkim słodko. Tak jak Piotr, cygaro otworzyłem prostą obcinaczką do cygar. Ciąg.. no cóż.. ciasny. W smaku trochę drewna i jakaś słodycz, chociaż sam miodem pewnie bym jej nie nazwał. Po odpaleniu, cygaro dostarcza smaku kawy i drewna. Jest też prażony migdał, chociaż raczej spalony niż prażony, przez co cygaro jest gorzkawe. Tak na prawdę do trzeciej tercji nie było za bardzo o czym pisać. Dopiero wtedy cygaro postanowiło poczęstować mnie czymś więcej niż gorzkim powietrzem. Poprawia się też ciąg – chociaż może dlatego, że wyskubałem trochę tytoniu. W smaku odnajduję cierpkie drewno i skórę. Jest też coś z gorzkiej czekolady.

W aromacie wyczuwam pieprz i gorzką czekoladę. Trzeba się jednak wysilić, bo cygaro produkuje bardzo mało dymu. Ciężko się pali, co pozbawia przyjemności, chociaż pali się równo. Dopiero od momentu kiedy poprawia się ciąg, cygaro zaczęło produkować więcej dymu i dawać więcej smaku. Smaki stają się wtedy bardziej intensywne. Z pewnością denerwujące są drobiny tytoniu, które co jakiś czas trzeba wypluwać.

Najgorsze z opisywanej trójki. Quintero – potem lepiej nic.


Jeśli podoba Ci się to co tutaj czytasz daj mi proszę znać. Zostaw komentarz, albo udostępnij – pomożesz innym znaleźć moje recenzje, czy porady dotyczące palenia cygar. Jeśli wolisz słuchać, nagrywamy z Mateuszem Krzywieckim regularnie nowe odcinki podcastu Spotkanie z dymem, które są dostępne na najbardziej popularnych platformach podcastowych. Można mnie również znaleźć na Instagramie, gdzie dzielę się jakąś częścią swojego życia. Zachęcam do kontaktu – tak budują się fajne, nowe relacje, które z czasem przestają kręcić się tylko wokół cygar.

Z dymem!

Piotr Siwiński, @mycigarway, Mateusz Krzywiecki, @mateusz.krzywiecki, Polski Aficionado, @polskiaficionado

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry