Zapraszam do przeczytania recenzji tytoniu fajkowego stworzonego przez pewien klub fajkowy. Panie i panowie – Seattle Pipe Club Plum Pudding.
Był czas, w którym sporo widziało się i słyszało o recenzowanej dzisiaj mieszance, która przebojem wdarła się do fajczarskiego świata. Stało się tak za sprawą klubu fajkowego z Seattle w Stanach Zjednoczonych, który pewnego dnia postanowił skomponować swoje własne mieszanki. Myślę, że jest to marzenie wielu klubów fajkowych, a determinacja członków Seattle Pipe Club jest godna podziwu. W dzisiejszym wpisie opiszę jeden z owoców tej determinacji.
Seattle Pipe Club
Seattle Pipe Club (SPC) to społeczność, która od 2000 roku buduje mosty między miłośnikami fajek i tytoniu. Początkowo niewielkie grono entuzjastów, zorganizowane przez Matta Gussa, przekształciło się w prężnie działający klub, znany na całym świecie nie tylko z organizacji spotkań, ale przede wszystkim z unikatowych mieszanek tytoniowych. Klub szybko stał się symbolem kreatywności i mistrzostwa, jakie można osiągnąć w sztuce mieszania tytoniowych smaków.
SPC słynie z takich klasyków jak Mississippi River, Plum Pudding, czy Seattle Evening – mieszanek, które stały się obowiązkowym punktem na liście każdego miłośnika fajek. Te wyjątkowe kompozycje odzwierciedlają ducha klubu – pasję, innowacyjność i dbałość o szczegóły. Klub jest także miejscem edukacji i wymiany doświadczeń, gdzie miłośnicy fajek spotykają się, by dzielić się swoją wiedzą i czerpać inspirację.
Historia podoba mi się o tyle, że zgadza się z naszym sloganem – cygara łączą ludzi, który łatwo można przekształcić na „fajka łączy ludzi”. Co by nie mówić, najlepszą częścią naszego hobby jest dzielenie się swoją pasją z innymi.
Pisząc o klubie Seattle Pipe Club, nie sposób nie wspomnieć o ojcu mieszanek, które powstały w wyniku wspólnych spotkań z dymem.
Joe Lankford
Joe Lankford, długoletni członek i główny blender SPC, to postać, której nazwisko na stałe zapisało się w historii tytoniu fajkowego. Jego historia z fajkami rozpoczęła się w latach 60., a pasja do eksperymentowania z mieszankami tytoniowymi rozkwitła dekady później, gdy zaczął tworzyć autorskie receptury dla członków klubu. Lankford był perfekcjonistą – cierpliwie uczył się rozpoznawania niuansów tytoniowych składników, by stworzyć blendy, które idealnie oddają zamysł ich twórcy.
Przełomem w jego karierze okazała się mieszanka Mississippi River – stworzona w wyniku niemal boskiego natchnienia. Sukces tej kompozycji zapoczątkował szereg kolejnych legendarnych blendów, takich jak Plum Pudding, czy bardziej eksperymentalne wersje, jak te starzone w beczkach po bourbonie i rumie. Co fascynujące, niemal wszystkie jego mieszanki zostały stworzone w jednej próbie, co oznacza, że już za pierwszym razem osiągał perfekcyjny rezultat, bez potrzeby wprowadzania poprawek czy kolejnych eksperymentów. Takie osiągnięcie świadczy o jego niezwykłym talencie, głębokim zrozumieniu charakterystyki tytoniu i wyjątkowym wyczuciu smaku.
Pan Lankford był także uosobieniem skromności i serdeczności, co czyniło go ulubieńcem wśród członków SPC i całej społeczności fajczarskiej. Jego wkład w świat fajek i tytoniu jest niezaprzeczalny, a jego dziedzictwo żyje w mieszankach, które pozostawił dla przyszłych pokoleń.
Można sobie zadać pytanie: sporo pan Joe Lankfort był twórcą mieszanek, kto je dla niego produkował?
Sutliff Tobacco Company
Sutliff Tobacco Company to jedna z najstarszych i najbardziej cenionych firm w branży tytoniowej, której korzenie sięgają połowy XIX wieku. Firma została założona w 1849 roku przez H.W. Sutliffa w San Francisco, początkowo jako detaliczny sklep oferujący cygara i tytoń fajkowy. Przez pierwsze dekady działalności firma zdobyła reputację dzięki starannie wyselekcjonowanym mieszankom i wysokiej jakości produktom.
W 1933 roku Sutliff rozpoczął produkcję swojej flagowej mieszanki – Mixture 79, która szybko zyskała popularność wśród miłośników fajek. Dynamiczny rozwój wymagał większych przestrzeni produkcyjnych, dlatego w 1953 roku zakład został przeniesiony do Richmond w stanie Wirginia – centrum amerykańskiego przemysłu tytoniowego. Bliskość plantacji tytoniu oraz dostęp do najważniejszych rynków pozwoliły firmie na dalszy rozwój.
W kolejnych dekadach Sutliff Tobacco Company dostosowywał się do zmieniających się gustów konsumentów, wprowadzając nowe linie produktów, w tym aromatyczne mieszanki Cavendish Cut i tytonie luzem przeznaczone dla sklepów detalicznych. Innowacyjne podejście do produkcji i marketingu zaowocowało współpracą z renomowanymi markami, takimi jak Old Grand Dad Bourbon, a także licznymi przejęciami, które umocniły pozycję Sutliff jako lidera rynku tytoniowego.
W 2013 roku Sutliff Tobacco Company stał się częścią duńskiej firmy Mac Baren Tobacco Company, kontynuując swoją długą historię pod oryginalną nazwą. Dzięki temu połączeniu Sutliff zyskał nie tylko globalne wsparcie logistyczne, ale również dostęp do wiedzy i doświadczenia jednego z najbardziej szanowanych producentów tytoniu na świecie. Firma pełni także funkcję importera i dystrybutora produktów Mac Baren na terenie Ameryki Północnej.
Dziś Sutliff Tobacco Company łączy ponad 170 lat tradycji z nowoczesnym podejściem do produkcji i dystrybucji. Ich szeroka oferta obejmuje zarówno klasyczne angielskie mieszanki, jak i aromatyczne propozycje, które zadowolą nawet najbardziej wymagających koneserów. Dzięki niezrównanej jakości, zaangażowaniu i pasji, Sutliff pozostaje jednym z filarów światowego rynku tytoniowego.
Seattle Pipe Club Plum Pudding
Podobno Plum Puddind, to ulubiona mieszanka klubu. Stworzona według oryginalnej receptury wspomnianego Joe Lankforda, który na swoim koncie ma kilkanaście mieszanek, które sam skomponował. Większość z nich, to mieszanki angielskie i bałkańskie. Recenzowana dzisiaj Plum Pudding zalicza się do rodzaju mieszanek bałkańskich. Mieszanka sprzedawana jest w 2 i 8 uncjowych puszkach (ok. 56.7 g i 226.8 g). Recenzowany dzisiaj tytoń pochodzi z tej dwu uncjowej. Puszka różni się od tych jakie widziałem dotychczas. Jest znacznie większa od puszek, które widziałem u amerykańskich producentów. Jest również większa od tych, które widziałem w mieszankach Petersona, czy wcześniej Dunhilla.
Puszkę zdobi dość prosta szata graficzna. Brązowe tło, a na nim nazwa klubu, mieszanki oraz rysunkowy profil Joe Lankforda z fajką w ustach. Porównując po opakowań innych producentów – za wyjątkiem kopert, wygląda dość tandetnie.
Opis mieszanki od producenta z tyłu etykiety
Plum Pudding to wyjątkowa mieszanka w stylu mieszanki angielskiej/bałkańskiej, której nie da się porównać z żadną inną. Rzadkie tytonie, starannie skomponowane i sprasowane, tworzą coś naprawdę niezwykłego. Wielu fajczarzy nazywa ją swoim ideałem. Jeden z recenzentów określił ją wręcz mianem nirwany. Mistrz blender Joe Lankford stworzył ten skarb dla Seattle Pipe Club – nasz doskonały tytoń. Smakowity, dymny, pikantny – uzależniający wręcz. To prawdziwie wyrafinowany tytoń, którym warto się dzielić. W tej oryginalnej prasowanej mieszance znajdziesz sześć unikalnych składników: Latakię, tureckie Orientale, Wirginie, Cavendish i Perique. Od 2007 roku tworzymy najbardziej pożądane mieszanki małoseryjne w Ameryce.
Źródło: etykieta puszki, tłumaczenie własne

Forma cięcia tytoniu
Po otwarciu oczom ukazują się całkiem spore kawałki połamanego ciastka (z ang. Krumble Kake). Kawałki całkiem nieregularne – większe, mniejsze, w końcu drobny miau. Myślę, że w tym wypadku nazwa idealnie odzwierciedla to co znajdujemy w środku. Na oko mieszanka zdecydowanie ciemna, matowa. Tylko gdzieniegdzie poprzeplatana jaśniejszymi pasemkami. Kawałki tytoniu łatwo dają się rozdzielać czy kruszyć. Wilgotność tytoniu określam na lekko zbyt wilgotną żeby palić zaraz po wyjęciu. Wolę tytoń chwilkę podsuszyć, chociaż nie długo.
Zapach
Przed otwarciem wracam uwagę na wykonanie zamknięcia puszki. Podobnie jak u innych amerykańskich producentów, tytoń pakowany jest jak konserwa. Puszka wygląda jednak od środka dość tandetnie – jak gdyby ktoś chciał za wszelką cenę oszczędzić na opakowaniu. Mam jednak nadzieję, że wnętrze wynagrodzi, a powiedzenie „nie oceniaj książki po okładce”, sprawdzi się i w tym wypadku. Po otwarciu konserwy, do nosa trafia przyjemny, wędzony aromat. Zapach wędzonki jest dość mocny i trzeba dobrej chwili żeby wyczuć cokolwiek innego. W chwilę potem do nosa trafia bardzo przyjemny, słodki zapach suszu z wyróżniającą się suszoną śliwką. Całość słodka, apetyczna, zachęcająca do degustacji.
Jak smakuje?
Tytoń rozdrabniam, podsuszam i nabijam na trzy. Przyczerniam powierzchnię, po czym rozpalam drugą zapałką na dobre. Odkładam fajkę na moment wyciągając pióro i zaczynam degustację. Zaczyna się dość dymnie. Dymny smak ma w sobie coś z wędzonki i słodyczy. Po chwili do smaku dołączają smaki, które kojarzę z orientalnymi odmianami ze sporą domieszką Virginii. Są wśród nich: ziemia, drewno, trochę trawy, virginiowe kwaski, jakaś owocowa słodycz, którą kojarzę z mieszankami orientalnymi. Następnie wszystko miesza się ze sobą, wygładzając ewentualne ostrzejsze krawędzie. Dzieje się tak za sprawą czarnego Cavendisha, który oprócz ułożenia mieszanki, dodaje jej nico kremowej słodyczy. Daleko w tle wyczuwam Perique, ze swoim pikantno-rodzynkowym smakiem. Całość w odbiorze dość słodka, z wybijającymi się orientalnymi odmianami i wędzonką w tle. Mieszanka jest dobrze zbalansowana.
Moc mieszanki oceniam na średnio mocny. Nie jest to wielki mocarz. Mimo wszystko nie kopciłbym do porannej kawy.
Mieszanka produkuje ogromne ilości gęstego, aromatycznego dymu, który ma w sobie coś ze słodkiej wędzonki podbitej drewnem i ziemią.
Mieszanka pali się zaskakująco chłodno. Zdziwiło mnie jak bardzo trzeba się postarać żeby ją rozgrzać. Szczerze mówiąc nie spotkałem się dotychczas z czymś takim. Przyznam, że próbowałem nawet kopcić jak lokomotywa i pomimo starań, ta nadal paliła się chłodno. Tytoń nie wytwarza wiele kondensatu, a po wypaleniu, w kominie pozostaje jedynie biały popiół.
Fajka z okładki wpisu to Worobiec nr 72.
Podsumowując
Na prawdę smaczna mieszanka! Dobrze zbalansowana, chociaż mam wrażenie, że w tym wypadku tytonie orientalne wybijają się nieco mocniej niż Latakia. Smaki dość intensywne, do tego ciekawe. Podoba mi się też historia powstania blendu. Klub fajkowy, który doczekał się własnych mieszanek – myślę, że jest to marzenie każdego klubu fajkowego. Wierzę, że droga do własnych mieszanek produkowanych na skalę masową była podobna do tego co przecież musi się dziać w tak wielu klubach. Na początku mieszanki oryginalne. Później próba komponowania swoich z różnych dostępnych, gotowych mieszanek. Ostatnim etapem musi być stworzenie własnych blendów i produkcja ich na masową skalę. Większość klubów musi zadowolić się drugim krokiem. Seattle Pipe Club osiągnęło wszystko co klub fajkowy może osiągnąć i ta historia bardzo mi się podoba.
Polecam miłośnikom mieszanek angielskich. Zdaję sobie jednak sprawę z niedostępności mieszanki na rynku polskim. Gdyby jednak kiedyś pojawiła się w zasięgu – warto spróbować.
Recenzowany tytoń fajkowy kupiłem ze środków własnych.
Jeśli podoba Ci się to co tutaj czytasz daj mi proszę znać. Zostaw komentarz, albo udostępnij – pomożesz innym znaleźć moje recenzje. Można mnie również znaleźć na Instagramie, gdzie dzielę się jakąś częścią swojego życia. Zachęcam do kontaktu – tak budują się fajne, nowe relacje, które z czasem przestają kręcić się tylko wokół fajki czy cygar.
Z dymem!
Mateusz Krzywiecki, @mateusz.krzywiecki, Polski Aficionado, @polskiaficionado



