W dzisiejszym wpisie podzielę się wrażeniami z mojego najnowszego fajkowego nabytku. Moja pierwsza gliniana fajka w kolekcji! Fajkę kupiłem z rąk samego Marka Parola, polskiego twórcy glinianych fajek do tytoniu.
„W tym roku nie kupię żadnej fajki”. Tak mówiłem przed wyjazdem na kolejną edycję corocznego święta fajki w Przemyślu. Byłem bliski spełnienia swojego postanowienia, ale na koniec w oko wpadła mi pewna fajka. Fajka z gliny, a takiej w kolekcji do niedawna nie posiadałem. Już w zeszłym roku przeglądałem fajki na stoisku pana Parola, który wtedy stał zaraz obok Mateusza Worobca – od którego z resztą kupiłem wtedy fajkę. Pamiętam jak Mateusz powiedział żebym oglądnął te gliniane. Obejrzałem. Nawet mi się podobały, ale stwierdziłem, że jedną już dzisiaj kupiłem i dam sobie spokój. Fajka z gliny musiała poczekać do następnego święta.
W dzisiejszym wpisie chciałbym podzielić się kilkoma spostrzeżeniami z palenia glinianej fajki. W szczególności chciałbym przybliżyć choć trochę postać pana Marak Parola.

Marek Parol – Polski twórca glinianych fajek
Pan Parol zaczął swoją przygodę z fajkarstwem na przełomie 1991/1992 roku przywracając tym samym bardzo stare rzemiosło – wytwarzanie fajek z gliny, chociaż bardziej akuratne było by powiedzenie – wypiekanie. Piekarz fajek brzmi bardzo oryginalnie! Głównym tematem zainteresowań pana Parola była glina i wyroby ceramiczne jako takie. Dopiero później odkrył, że z gliny mogą powstawać również fajki. Lokalizacja z pewnością miała duży wpływ na wybór przedmiotu rzemiosła. Fajka w Przemyślu od lat ma się dobrze. To co cechuje fajki Marka Parola, to czerwonawy kolor gliny, z której robi swoje fajki. Dodatkowo oprócz podobizn znanych postaci, pan Parol zainteresował się tworzeniem fajek w bardziej klasycznych kształtach, co wyróżnia jego produkt na skalę Światową. Zastosowanie podwójnych ścianek również charakteryzuje wyroby pana Parola. W tym wypadku konstrukcja (podobno) pozwala na trzymacie fajki w ręku, ale o tym nieco więcej później.
Zainteresowanych postacią Marka Parola odsyłam do obszernego wywiadu na kanale Pyk Puff, gdzie można lepiej poznać tego niezwykłego człowieka. Ponadto, autor kanału zadbał o to aby żebyśmy mogli zobaczyć proces wyrabiania takiej fajki od podstaw. Polecam obejrzeć.

Pierwsza gliniana fajka w kolekcji
Tak jak napisałem wcześniej – zupełnie tego nie planowałem. Przy okazji miłej rozmowy, fajka wpadła mi w oko i tak już ze maną została. W trakcie naszej krótkiej rozmowy, kiedy pan Marek zobaczył, że jestem z dziewczyną, wybrał dla niej maleńką fajkę z gliny, która podobno jest w stu procentach palna i jej ją podarował. Być może kiedyś zechce spróbować. Ja sam byłem bardzo ciekawy jak się pali w fajce z gliny i długo nie czekałem z pierwszym eksperymentem. Z racji tego, że moja fajka nie ma podwójnych ścianek, bardzo trudno utrzymać ją w ręku, nawet pomimo wolnego pytania. Fajka szybko staje się zbyt gorąca, chociaż nie wpływa to na smak palonego tytoniu jak można by się spodziewać. Paląc ekstremalnie wolno – staram się wtedy palić „metodą oddechową”, fajka daje się trzymać w ręku, ale trzeba uważać.
Jak się pali w fajce z gliny?
Tytoń palony w fajce z gliny smakuje dobrze. Mamy do czynienia wyłącznie ze smakiem palonej mieszanki, bez cienia obecności wcześniej palonych. To dobrze i nie dobrze, bo dobrze opalona fajka potrafi się odwdzięczyć. Mimo wszystko, nie zostaje w niej ślad po wcześniejszym paleniu. Nie oznacza to, że nie czuć nic, ale ciężko zorientować się co wcześniej było w niej palone. Zapach po kilku kopceniach porównałbym do zapachu spalenizny, bez jakiegoś konkretnego aromatu.
W mojej fajce cybuch stanowi bambusowy, prosty patyk, powleczony czymś co wygląda jak osłonka termokurczliwa. Cybuch jest na tyle długi, że spokojnie można trzymać go w ręku podczas palenia i tak nauczyłem się w niej z resztą palić. Nie czaruję się, że uda mi się cały czas utrzymać tempo pozwalające na trzymanie ceramicznej główki w ręku. Jestem bardzo ciekawy jak pali się w fajkach z podwójnymi ściankami i wiem, że prędzej czy później taką fajkę sobie sprawię. Na tę chwilę jestem zauroczony! Myślę, że fajka sprawdzi się świetnie do próbowania nowych mieszanek czy na niezobowiązujące posiedzenie z fajką.
Fajka, którą sobie sprawiłem to unikat. Widziałem kilka podobnych, ale nie takich samych. Wybrałem tę z białej gliny, bo ten kształt akurat podobał mi się najbardziej. Na tamten czas nie zdawałem sobie sprawy z tego, że to właśnie ta czerwona jest „bardziej unikalna” w skali Świata. Dzisiaj wiem na pewno, że kupię jeszcze jedną, mam na oku Calabasha/Róg z czerwonej gliny. Fajka bardzo mi się podoba i żałuję, że nie kupiłem jej od razu.

Podsumowując
Z początku bałem się, że nie potrafię palić w tej fajce i traktowałem ją jako mały eksperyment. Fajka – pomimo ogromnych starań, stawała się gorąca do tego stopnia, że trudno było trzymać ją w ręku. Poszperałem w Sieci i od starszych, mądrzejszych, dowiedziałem się, że fajki gliniane tak mają. Zaakceptowałem to i dzisiaj po prostu nie trzymam jej za główkę. Zauważyłem, że drewno w pobliżu komina wcale się nie nagrzewa. Oznacza to, że chodzi o materiał i przewodzenie ciepła – chociaż nie znam się na tym, bardziej niż umiejętność palenia. Fajka smakuje dobrze i odsłania „goły smak” tytoniu bez żadnych naleciałości – tych dobrych i ewentualnie złych. Oczywiście ma to swoje plusy.
Wiem, że chcę co najmniej jedną nową fajkę z gliny i będzie to fajka od Marka Parola. Podoba mi się też fakt, że fajki z czerwonej gliny są takim unikatem w skali światowej. Być może jakiś fajczarz zza granicy oglądający zdjęcia na profilach społecznościowych Polskiego Aficionado pozazdrości i zacznie się interesować. Rodzime glinianki są podobno wielką rzadkością zagranicą.
Słowo na koniec
Na koniec chcę odnieść się do jeszcze jednej rzeczy – kiedy fajka nam upadnie. Szczerze mówiąc był to powód dla którego nie zdecydowałem się na zakup pierwszym razem. Zastanawiając się nad tym przez chwilę uznałem, że dla mnie osobiście jak fajka spadnie, to i tak już po niej. Nie lubię kiedy widać na niej jakieś uszkodzenia i wiem, że nie jestem w tym odosobniony. Być może jeśli spadnie i ulegnie całkowitemu zniszczeniu, to nawet lepiej. Dodatkowo, biorąc pod uwagę cenę, na prawdę nie ma nad czym się zastanawiać.
Jeśli podoba Ci się to co tutaj czytasz daj mi proszę znać. Zostaw komentarz, albo udostępnij – pomożesz innym znaleźć moje recenzje. Można mnie również znaleźć na Instagramie, gdzie dzielę się jakąś częścią swojego życia. Zachęcam do kontaktu – tak budują się fajne, nowe relacje, które z czasem przestają kręcić się tylko wokół fajki czy cygar.
Mateusz Krzywiecki, @mateusz.krzywiecki, Polski Aficionado, @polskiaficionado



