W dzisiejszym wpisie kolejny „antyk” od My Father Cigars – tym razem w większym wydaniu. Zapraszam do przeczytania recenzji La Antiguedad Toro.
Miałem już przyjemność wypalić jedną sztukę La Antiguedad w Robusto. Cygaro bardzo mi smakowało i pamiętam jak powiedziałem sobie: „na Toro przyjdzie jeszcze czas”. Przyszedł. Już za pierwszym razem chciałem sięgnąć pod Toro, niestety w tamtym czasie nie było go na stanie. Co się odwlecze.. – jak to mówią, dlatego pytanie było raczej „kiedy”, niż „czy”.
Rozpisywałem na temat Marki we wpisie poświęconym cygarze w formacie Robusto, dlatego jeśli temat Cię interesuje, odsyłam tutaj.

La Antiguedad Toro
Cygaro w całkiem słusznym formacie. Często producenci mają swoje własne rozmiary, które mogą nawet bardzo różnić się od standardowo przyjętych – albo standardowo przyjętych wg czyichś/moich standardów. Zazwyczaj lubię to. Przykładu nie trzeba daleko szukać, bo z cygarem, które dzisiaj recenzuję jest dokładnie tak samo – niby Toro, a jakieś takie grubsze, może nieco krótsze od tego co nazwałbym standardowym Toro, ale jednak.
Kilka informacji technicznych
Cygaro w formacie lekko spłaszczonego (z ang. box pressed) Toro. Wymiary cygara to 5 5/8″ długości (ok. 14.29 cm), ring kalibru 55. Być może nieco krótsze, ale zdecydowanie grubsze Toro. Na oko ani ciemne, ani jasne – coś pomiędzy. Za sprawą Habano Ecuador Rosado Oscuro, odcień pokrywy wpada w czerwone tony. Do zwijacza wykorzystano gatunki Corojo i Criollo, które również rosną w Nikaragui. Wypełnienie to z kolei mieszanka tytoniu pochodząca z Nikaragui. Całość zdobi bardzo elegancki pierścień nawiązujący do kubańskiej sztuki z lat 70 XIX wieku. Burgundowa wstążka na stopce nadaje cygaru swego rodzaju elegancji i klasy.
Obcinam
Ciecie typu V. Zauważyłem, że od kiedy mam możliwość, otwieram cygara tylko w ten sposób. Ciąg – dobry. W smaku niezapalone cygaro ma coś z czekolady i słodyczy. Ciekawa zapowiedź tego co może mnie czekać później. Ślinianki zaczynają pracować, oblizuję usta i przechodzę do mojej ulubionej części degustacji.
Odpalam
Ogrzewam stopkę i rozpalam. Zaczyna się dość pieprznie i pieprz wyczuwalny jest też później w nieco zmiennych proporcjach. Cygaro w smaku ma coś ze słodkiego karmelu, kawy i orzechów. Nieco później pojawiają się mineralne nuty, które wielokrotnie wspominał mój cygarowy Kompan. Pod koniec palenia cygaro staje się zdecydowanie bardziej kawowe. Pojawiają się też nuty czekolady o wysokiej zawartości kakao. Bardzo smaczne, złożone cygaro.
Moc cygara mieści się w przedziale średni – mocny. Myślę, że na cygaro lepiej się wybrać po obfitym obiedzie raczej niż po lekkim śniadaniu.
Aromat cygara przyjemny. Cygara od My Father Cigars mają to do siebie, że roztaczają przyjemną aurę pachnąc nawet osobom, które cygar nie palą.
Konstrukcja – no cóż, My Father! Cygaro pali się dość wolno i równo jak od linijki. „Bezobsługowość” cygara pozwala w pełni cieszyć się chwilą dla siebie.

Podsumowując
Bardzo smaczne cygaro. Biorąc pod uwagę ilość dostarczanej przyjemności, myślę, że w większym formacie wypadło lepiej. Mam zakusy na cygaro z linii La Antiguedad w formacie Toro Grande. Tymczasem, uważam, że cygaro jest bardzo udane. Intensywne i zarazem zbalansowane, zmieniające się smaki w połączeniu z niezwykle elegancką prezencją, dają efekt w postaci chęci sięgnięcia po następne. Myślę, że moja przygoda z linią La Antiguedad będzie kontynuowana. W moim humidorze zawsze będzie na nie miejsce. W cieplejszej porze roku większe formaty odnajdą się doskonale. Już sobie wyobrażam grilla, albo inne posiedzenia na wolnym powietrzu, którym towarzyszy cygaro z tej linii w większym formacie. Wiem też, że nikomu nie będzie przeszkadzał jego zapach – sprawdzone. Myślę, że z racji konstrukcji, cygaro mogłoby spokojnie tlić się w czasie kiedy jego właściciel odbywa interesującą rozmowę. Kiedy sobie już przypomni o cygarze, bez problemu wróci do niego bez konieczności ponownego użyci zapalniczki.
Smacznego dymka.
Mateusz, @mateusz.krzywiecki, #polskiaficionado



