W dzisiejszym wpisie pierwsza kubańska „regionalka” jaka pojawia się na stronie Polski Aficiondo. Zapraszam do lektury recenzji cygara Juan Lopez Valkyria, Exclusivo Países Nórdicos.
Do tej pory cygar regionalnych w moim cygarowym menu nie było wiele. Szczerze mówiąc silę się żeby jakieś sobie przypomnieć. Jedyne jakie udaje mi się w pamięci odnaleźć to cygaro San Cristóbal de la Habana Magnífico Edición Regional Andorra. Cygaro wypaliłem podczas I edycji The Smoke Session, z której relację można przeczytać tutaj. To ciekawe, bo historia w pewnym sensie zatoczyła koło, ale o tym później.
A racji tego, że jest to pierwsza recenzja cygara marki Jual Lopez…
Kilka słów o marce Juan Lopez
Historia marki sięga drugiej połowy XIX wieku. Marka została stworzona przez hiszpańskiego przedsiębiorce – Juana Lópeza Díaza, w 1876 roku, kiedy to rozpoczął produkcję cygar w Hawanie. Początkowo marka funkcjonowała pod nazwą La Flor de Juan López, jednak z czasem uproszczono ją do obecnie znanej formy. Obecnie wchodzi w portfolio marki Habanos SA, która zajmuje się promocją, dystrybucją i eksportem wszystkich cygar kubańskich. Cygara Juan López powstają z liści tytoniu pochodzących z regionu Vuelta Abajo w prowincji Pinar del Río – uważanego za najlepszy obszar uprawy tytoniu na świecie.

Juan Lopez Valkyria
Sam nie wiem do końca jak powinienem zapisać nazwę tego cygara, bo na mniejszym pierścieniu mowa tylko o Exclusivo Países Nórdicos. Nigdzie nie ma słowa Valkyria, chociaż tak cygaro zostało mi przedstawione. Mało tego, kiedy podawałem nazwę cygara, wiele osób mówiło o nim właśnie Valkyria. Dopiero moje poszukiwania w Sieci utwierdziły mnie w przekonaniu, że nie jestem robiony w konia, a Valkyria to nie ksywka wymyślona przez miłośników habano, tylko nazwa cygara, któremu poświęcona jest niniejsza recenzja.
Ale do rzeczy!
Linia regionalna swój debiut miała w kwietniu 2025 roku. Edycja regionalna wyprodukowana wyłącznie dla krajów nordyckich i bałtyckich. W pierwszej kolejności wylądować miała w Norwegii i Szwecji. Nazwa linii – Valkyria, odnosi się do mitologii nordyckiej, a konkretnie do boskich wojowniczek Odyna, których zadaniem było odprowadzenie poległych w boju wojowników do Valhalli, gdzie mieszkali bogowie. Habanos SA miał docelowo wyprodukować tylko 6000 pudełek pakowanych po 10 sztuk każde. Cygaro jest białym krukiem pośród białych kruków.

Kilka informacji technicznych
Cygaro w formacie nieco większego Robusto, a dokładnie – według nomenklatury Habanos, Robusto Extra. Wymiary cygara to 5.5″ długości (ok. 14 cm), ring kalibru 52. Trzymane w ręku robi wrażenie zbliżone do cygara w formacie Toro. Pokrywa cygara na oko raczej jasna. Pod palcami cygaro wydaje się bardzo mocno zbite, twarde wręcz. Całość zdobią dwa pierścienie. Pierwszy z nazwą marki Juan Lopez w iście kubańskim stylu. Drugi, mniejszy poniżej, informuje nas o regionalnym charakterze linii. Całość prezentuje się bardzo dobrze i zachęca do degustacji.
Obcinam
Cygaro postanowiłem otworzyć prostą obcinaczką do cygar. Ale zanim otworzę, obwąchuję cygaro żeby przygotować zmysły. Cygaro pachnie bardzo apetycznie! Słodko, kremowo z kwiatowymi nutami wybijającymi się tu i ówdzie. Prosta obcinacza w ruch – ciach! Ciąg – może być. Jeszcze nie jest ciasno, ale dobrze też nie jest. Z kolei „dobry”, byłoby powiedzieć za dużo. A może po prostu się czepiam? Niezapalone cygaro dostarcza smaków ziemi z odrobiną drewna i czymś, co na myśl przywodzi odrobinę słodyczy.
Odpalam
Ogrzewam porządnie stopkę cygara zapalniczka typu jet flame i rozpalam serią krótkich, lekkich pociągnięć. Odkładam cygaro na moment żeby odpoczęło i zabieram się za degustację.
Przywitały mnie smaki ziemi z odrobiną skóry w tle. Są też jakieś cytrusy, do których szybko dołącza karmel. Smaki dość szybko zmieniają się i teraz na pierwszy plan wychodzi drewno cedrowe. Mniej więcej w tym momencie karmel staje się nieco bardziej wyraźny. Smaki drewna i skóry są ciągle obecne – czasami bardziej na pierwszym planie, czasami ledwo w posmaku. Po pewnym czasie do palety smaków dołączają jakieś orzechy, które dosyć szybko dają się sklasyfikować jako laskowe. Co ciekawe, orzechom towarzyszy kakao dając efekt jakby Nutelli. Kakao ma bardzo zbliżone nuty do tych jakie odnajduję w czymś, co zwykle określam mianem mineralności. I rzeczywiście, cygaro staje się lekko mineralne z kremowymi akcentami w tle. Im bliżej końca, tym cygaro staje się bardziej wytrawne. Więcej skóry, drewna, w końcu ziemi.
Moc cygara mieści się w przedziale średni-mocny. O cygarze, że jest mocne tak na prawdę można powiedzieć dopiero w trzeciej tercji.
Cygar produkuje całkiem sporo dymu. Mam wrażenie, że cała słodycz cygara uciekła do aromatu, bo chociaż cygaro miało słodkie przebłyski, tak naprawdę nigdy nie przebiły się na pierwszy plan.
Cygaro pali się w miarę równo, prawie bez obsługowo. Dopiero pod koniec potrzebna była mała interwencja zapalniczką. Ciąg ścieśnia się w trakcie degustacji czyniąc go ciut przyciasnym.

Kilka słów o Juan Lopez Valkyria na zakończenie
Na wstępnie napisałem, że historia lubi zatoczyć koło, teraz mam chwilę żeby wyjaśnić. Swoją pierwszą „regionalkę” wypaliłem u Piotra Rożka, a druga – której recenzję można tutaj przeczytać, tez pochodzi od niego. Co ciekawe, dostałem ją w prezencie w tym samym miejscu – Royal Cigar Lounge, tylko przy okazji innego wydarzenia, o którym więcej napisałem tutaj.
Wychodząc z wydarzenia i żegnając się z każdym kogo udało mi się złapać, Piotr na pożegnanie wręczył mi cygaro. Było to właśnie recenzowane dzisiaj cygaro Juan Lopez Valkyria. Kiedy dziękując powiedziałem, że napiszę recenzję pierwszej regionalki na stronie i wspomnę tę chwilę, z nonszalancją znaną swojej osobie odparł – „spal, nic nie pisz, to dla ciebie”. Ja jednak postanowiłem opisać swoje wrażenia, odczekując minimum sześć miesięcy – jak zostałem poinstruowany przez Piotra.
Jeśli chodzi o samo cygaro, to z pewnością nie można odmówić mu bogactwa smaków. Dzieje się tu całkiem sporo, jest interesująco. Cygaro jest dość intensywne w smaku i nie nudzi. W takich chwilach można by powiedzieć, że przyciasny ciąg można wybaczy i zgoda. Mimo to, cygaro nie powaliło. Było interesujące, sporo się działo, nie nudziło – chociaż nie do końca moje smaki. Cała kompozycja była pozbawiona tego co w kubańskich cygarach lubię najbardziej – kubańskiego pierwiastka, które moim zdaniem spoił by to wszystko. Pomimo tego, że cygaro mi smakowało, nie zabijałbym się żeby je ponownie zdobyć – nawet jeśli pojawiłoby się w zasięgu. Z tego o słyszałem, cygaro swego czasu było bardzo pożądane – zwłaszcza przez miłośników cygar kubańskich.
Recenzja powstała dzięki uprzejmości Piotra Rożka, który słynie z zamiłowania do kubańskich „regionalek”. Dziękuję Piotr.
Jeśli podoba Ci się to co tutaj czytasz daj mi proszę znać. Zostaw komentarz, albo udostępnij – pomożesz innym znaleźć moje recenzje, czy porady dotyczące palenia cygar. Jeśli wolisz słuchać, nagrywamy z Piotrem Siwińskim regularnie nowe odcinki podcastu Spotkanie z dymem, które są dostępne na najbardziej popularnych platformach podcastowych. Można mnie również znaleźć na Instagramie, gdzie dzielę się jakąś częścią swojego życia. Zachęcam do kontaktu – tak budują się fajne, nowe relacje, które z czasem przestają kręcić się tylko wokół cygar.
Z dymem!
Mateusz Krzywiecki, @mateusz.krzywiecki, Polski Aficionado, @polskiaficionado



