W dzisiejszym wpisie podzielę się swoją opinią na temat tytoniu fajkowego G. L. Pease Géométrie. Zapraszam.
Chociaż w słoiku mam jeszcze mały kawałek, po ostatnim kopceniu uznałem, że mieszanka niczym mnie już nie zaskoczy. Czas najwyższy podzielić się swoimi wrażeniami.
Kilkukrotnie miałem już przyjemność próbować mieszanek Peasego. Dotychczas chyba żadna mnie nie rozczarowała. Tytonie ze stajni Peasego charakteryzuje głębia smaku. Jego mieszanki są interesujące. Niestety niedostępność na polskim rynku sprawia, że jeśli nie jest się z natury cierpliwym, trzeba się tej cnoty nauczyć. Sam kupuję puszkę lub dwie jeśli tylko mam okazję. Te na szczęście pojawiają się od czasu do czasu – zwykle podczas podróży. Tak było i tym razem. Puszkę nabyłem podczas jednej z nich za Wielką Wodę.
Jeśli mnie pamięć nie myli, jest to moja szósta mieszanka, z czego jedna z nich – Telegraph Hill, powtórzyła się kilka razy.
Zainteresowanych postacią pana Peasego, odsyłam do recenzji, w której napisałem o nim kilka słów.

G. L. Pease Géométrie
Géométrie swój debiut miała w kwietniu 2023 roku. Mieszanka, którą dzisiaj opisze wchodzi w skład Zeitgeist Collection i jest z gatunku Virginia/Oriental. Bazą mieszanki jest czerwona Virginia ze sporą ilością odmian orientalnych (Basma, Izmir). Gdzieś kiedyś przeczytałem, że tytonie orientalne to Perique Bliskiego Wschodu. Spodobało mi się to określenie. Mieszanka podana w formie sprasowanej kostki (z ang. cake), ale z jakichś powodów producent określa go plug. Mieszanka sprzedawana jest w dwu uncjowych puszkach.
Opis znajdujący się na puszce:
Nakładające się warstwy dojrzałego, suszonego na słońcu tytoniu Basma i Izmir nadają nową perspektywę naturalnej słodyczy dojrzałych czerwonych Virginii. To współczesna interpretacja klasycznego archetypu Virginia/Oriental. Sprasowany tytoń leżakuje by pogłębić i wzbogacić smak,. Tytoń został przygotowany w formie ciętego „pluga”. Dzięki temu ma pełny smak, co angażuje wszystkie zmysły – od pierwszej do ostatniej chwili.
Źródło: opis z etykiety, tłumaczenie własne

Forma cięcia
Jak już wspomniałem, tytoń podany jest w formie sprasowanej kostki (z ang. cake, chociaż jak podaje producent – plug). Kostka jest mocno zbita i do jej rozdrobnienia niezbędny jest ostry nóż. Nie próbowałem go łuskać – jak to miało miejsce w przypadku Folklore. Uwaga co do cięcia. Tytoń kroimy tak, aby każda z warstw znajdowała się w kawałku, który tniemy. Gdyby postawić kostkę na boku, można by uzyskać pojedyncze warstwy, co oczywiście nie dało by takiego samego efektu. Różne liście ułożone są na „różnych poziomach”, dlatego chcąc uzyskać pełne doświadczenie, należy ciąć warstwa po warstwie. Potrzebny do tego ostry nóż. Kilka razy udało mi się uciąć prawie idealny płatek, ale zdecydowanie częściej wychodził mi płatek w kawałkach. Z racji sposobu podania, tytoń jest dość wilgotny, ale nie na tyle żeby trzeba było go podsuszać. Ja oceniam wilgotność na „akurat do nabicia”.
Zapach z puszki
Po otwarciu zaczyna się magia. Mieszanka pachnie dość intensywnie. Ma sobie odrobinę kwasku, owoców, by po chwili dostarczyć aromatów śliwki/rodzynek w czekoladzie, który jest najbardziej wybijającym się. Suszone owoce – słodkie i delikatnie kwaśne. Zapisałem sobie na boku, że dłuższe wwąchanie odsłania tytoniowy aromat, który pachnie „poważnie”. Nie ukrywam, że tytoń w aromacie przypomina mi inne mieszanki z orientalną wkładką. Chyba najbardziej te z Kasturi, jak Awakened Elder, Mad Fiddler czy Folklore. Aromat dominują suszone owoce.

Jak smakuje Géométrie od G. L. Pease?
Po ucięciu płatka i rozdrobnieniu go w palcach, nabijam „na trzy”. Próbowałem płatek ciąć na mniejsze części – tnąc w poprzek pasm, ale najlepiej smakuje i nabija się wymiętoszony w palcach. W mieszance od czasu do czasu znajdziemy żyłki liści, ale nie ma ich dużo. Tytoń paliłem w trzech fajkach – wrzościu, gliniance i kukurydziance i myślę, że mam dobry przekrój smaków jakimi mieszanka mnie poczęstowała.
Pierwszą zapałką przyczerniam powierzchnię. Uklepuję delikatnie ubijakiem i rozpalam kolejną zapałką. Czekam aż trochę ostygnie, wygładzam podniesione pasma i zabieram się za degustację. Już pierwsze pyknięcia pokazały intensywny charakter mieszanki. W smaku odnajduję kakao, ziemię – jest też jakaś słodycz. Są też czerwone owoce, które nadają głębi całości. Wszystko otacza słodki krem, który wszystko spaja w harmonijną całość. Dalsze kopcenie odkrywa trochę skóry. W smaku dominują tytonie orientalne, chociaż virginiowe kwaski pojawiaj się tu i ówdzie. Jest też jakaś delikatna trawiastość. To co na pewno zwraca na siebie uwagę, to słodycz. Mieszanka ma jej w sobie tyle, że zostaje na ustach, chociaż nie jest tak za każdym razem. Na nosie pikantny. W dalszej części dostajemy więcej Virginii i towarzyszącej jej ziemi. Końcówka staje się nieco mydlana, mdła. Wszystko dobrze zbalansowane, ułożone.
Moc mieszanki oceniłbym na średni. Nie jest to wielki mocarz jeśli chodzi o nikotynową moc. Smaku jest nieco więcej, ten znajduje się w przedziale średni – pełny.
Średnie ilości dymu mają w sobie coś ze słodkiego kremu i owoców. Pachnie przyjemnie.
Tytoń spala się na biały popiół i nie wydziela dużo kondensatu. Pali się dość chłodno i sucho. Gaśnie rzadko, ale zdarza się.

Kilka słów o Géométrie na zakończenie
Nie jest to moja pierwsza mieszanka od tego producenta, chociaż muszę powiedzieć, że będę ją wspominał gorzej niż inne. Smakuje, chociaż to chyba nie do końca moje smaki. Miłe urozmaicenie? Z pewnością. Nie ma mowy o nudzie – chyba, że mowa o o lekko mydlanej końcówce. Pamiętam moje dwa pierwsze kopcenia. Wspomniana wcześniej cukrowa słodycz zostawała wręcz na ustach. Podobało mi się to. Po pierwszej wypalonej fajce uznałem, że tak właśnie smakuje ten tytoń. Kolejny raz nie był już taki słodki. Potem następny i następny, aż znowu stał się słodki. Z pewnością wynika to z kompozycji kawałka, który był w puszce. Gdyby słodycz była stałym elementem gry, z pewnością polubilibyśmy się bardziej.
Gdybym miał sięgnąć po kolejny tytoń od tego producenta, spróbowałbym czegoś nowego – ewentualnie kupił Key Largo, ale to z pewnością kwestia preferencji. Nie ma mowy o słabej jakości – głębia smaku, sposób podania, prasowania – wszystko jak trzeba. Po prostu – w grę wchodzą preferencje kubków smakowych, a te zdają się żyć własnym życiem.
Recenzowana mieszanka zakupiona ze środków własnych.
Jeśli podoba Ci się to co tutaj czytasz daj mi proszę znać. Zostaw komentarz, albo udostępnij – pomożesz innym znaleźć moje recenzje, czy porady dotyczące palenia cygar. Jeśli wolisz słuchać, nagrywamy z Piotrem Siwińskim regularnie nowe odcinki podcastu Spotkanie z dymem, które są dostępne na najbardziej popularnych platformach podcastowych. Można mnie również znaleźć na Instagramie, gdzie dzielę się jakąś częścią swojego życia. Zachęcam do kontaktu – tak budują się fajne, nowe relacje, które z czasem przestają kręcić się tylko wokół cygar.
Z dymem!
Mateusz Krzywiecki, @mateusz.krzywiecki, Polski Aficionado, @polskiaficionado



