Zapraszam do przeczytania recenzji fajki z mojej kolekcji. Panie i panowie – fajka Worobiec 96!
Jak z pewnością większość czytelników zauważyła, tytoń fajkowy kopcę głównie w fajkach od Henryka i Mateusza Worobców. Mam spory sentyment, gdyż mam przyjemność znać Mateusza osobiście. Z panem Henrykiem rozmawiałem raz przez telefon, ale nigdy nie spotkaliśmy się na żywo. Miłe przyjęcie w warsztacie jak i nasze pierwsze spotkanie opisałem przy okazji recenzji innej fajki. Od tego czasu mam jakiś sentyment i chętnie wybieram fajki od Worobca.
Fajkę którą dzisiaj zrecenzuję dostałem od Mateusza w prezencie. Pamiętam wielkie zaskoczenie jak i radość, ponieważ model 96 bardzo mi się podobał i planowałem sobie go prędzej czy później sprawić. Z tego co znalazłem swojego czasu w Sieci wynika, że model 96 jest znany nawet za granicą. Jeden z fajczarzy okrzykną ją nawet mianem najlepszej fajki w owym czasie. W fajce przede wszystkim podoba mi się kształt. Jeśli chodzi o usłojenie – tutaj wiadomo, nigdy nie wiemy co wrzoścowy klocek odkryje. Egzemplarz który dostałem w prezencie jest bardzo ładnie usłojony, co zawsze cieszy oko. Długo zabierałem się za opalanie. Myślę, że minęło jakieś 2 – 3 lata od kiedy fajkę dostałem. Nigdy nie było czasu – a tak naprawdę chęci. Chociaż lubię fajki opalać samodzielnie, bardziej podoba mi się sama idea, niż proces. Kiedy już zacznę, zwykle działam bardzo sumiennie. Tak było również w przypadku tej fajki.
Dzisiejsza recenzja jest opisem moich ogólnych wrażeń, jak i wrażeń z opalania, które nadal jest w toku. Trzeba pamiętać, że jak na wrażenia przystało, te są bardzo subiektywne, czego nie staram się w żaden sposób ukrywać.

Fajka Worobiec 96
Pamiętam moment wręczenia mi pudełka ze złotym logo Henryk i Mateusz Worobiec. Pamiętam narastającą ciekawość po usłyszeniu słów: „to dla ciebie”. Po otwarciu moim oczom ukazał się parciany worek, który bardzo mi się podoba. Tak na marginesie, uważam, że jest lepiej dopasowany niż te złote, aksamitne. Kiedy otworzyłem woreczek, zobaczyłem pięknie usłojoną fajkę, która pomimo rozmiarów wydała mi się niezwykle lekka. Pamiętam, że zanim schowałem ją do szuflady, musiałem się nią nacieszyć oglądając z każdej strony i przymierzając się do palenia. Dzisiaj jesteśmy już po kilkudziesięciu wspólnie spędzonych godzinach i mieliśmy okazję nieco lepiej się poznać. Owocem wspólnie spędzonych chwil jest niniejszy tekst.
Fajka wykonana z korzenia wrzościa. Lekko wygięty ustnik z dość długą szyjką i masywną główką. Wygląda na bardzo pojemną. Kształt można porównać do lekko wygiętego bilarda. Główka fajki w naturalnym kolorze pokryta jedynie samym woskiem. Naturalny kolor w połączeniu z ognistym usłojeniem daje przepiękny efekt! Stilamidowy ustnik jest płaski niemal od momentu połączenia z drewnem i pomieści filtr 9 mm. Wnętrze komina nie ubrudzone prekarbonizatem. Naweirt komina wykonany bardzo dokładnie. Tym razem będę miał możliwość samodzielnego opalenia fajki i zbudowania ochronnej warstwy nagaru, co mnie z jednej strony cieszy, z drugiej zastanawiam się kiedy będę miał na to czas. Znalazłem jednak w sobie chęci na opalenie tej fajki, żeby móc się nią w pełni cieszyć.
Wymiary fajki
- Długość fajki: 14.3 cm,
- Wysokość główki: 5 cm,
- Średnica główki: 4.1 cm,
- Średnica komina: 2.1 cm,
- Głębokość komina: 3.3 cm,
- Waga fajki: 55 g.
Opalanie fajki
W zasadzie proces ciągle jest w toku, chociaż na tę chwilę uważam, że najgorsze mam już za sobą. Na dzień pisania tych słów, fajkę kopciłem około 45 razy. To znaczy, że jestem w ostatniej fazie opalania. Najtrudniejsze jest dla mnie zawsze pierwsza 1/3 komina. Zawsze mam wtedy dylemat. Wychodząc na fajkę poświęcę mniej więcej tyle samo czasu co na kopcenie w opalonej już fajce. Paląc na początku opalania, robię to bardzo ostrożnie. Mimo to zebrałem się w sobie i postanowiłem wypalić ją chociaż 40 razy w miarę regularnych odstępach czasu. Opalanie ostatniej części komina nie różni się wiele od palenia w dobrze opalonej fajce.
Do opalenia fajki wybrałem Virginią. Nie wiem jeszcze co będę w niej kopcił i całkiem prawdopodobne, że zostanę przy czystej Virginii. Jako tytoń do opalania, wybrałem mieszankę od Maca Barena Amphora Virginia. Wybór nie był przypadkowy. Mieszanka nie jest droga, jest dostępna w co najmniej dwóch lokalnych trafikach, nie jest dosmaczana i całkiem mi smakuje. Jest duże prawdopodobieństwo, że będę w niej palił czystą Virginię już do końca. Czas pokaże.
W fajce od początku pali się zaskakująco przyjemnie. Szczerze mówiąc, już od pierwszego nabicia zaskoczony byłem smakiem jaki potrafiła z tytoniu wydobyć. Ponad 40 wspólnych posiedzeń sprawiło, że bardzo się polubiliśmy. Od kiedy zacząłem opalać ostatnią tercję komina, lubię zabierać ją na dłuższe posiedzenia. Nadal kopcę bardzo ostrożnie i staram się nie narażać na wysokie temperatury, ale palę ją już zdecydowanie swobodniej. Czasami mam wrażenie, że zapominam o tym, że mam do czynienia z gołym drewnem, które dopiero trzeba odpowiednio przygotować.

Podsumowując
Lubię tę fajkę. Fajka Worobiec 96 to bardzo dobra fajka. Szczerze mówiąc nie mogę się doczekać aż zrobi się ciepło na tyle żebym mógł z nią wyjść na dłuższy spacer. Fajkę bardzo dobrze trzyma się w zębach i chociaż zwykle nie lubię spacerować kiedy kopcę, myślę, że z tą fajką dobrze będzie mi całkiem wygodnie. Pojemny komin pozwala na nabicie sporej ilości tytoniu, co również bardzo mi odpowiada – zwłaszcza w wolne dni kiedy czas nie goni i można spokojnie posiedzieć na ławce w parku i całkowicie oddać się chwili. Wiem też, że nawet gdybym fajki nie dostał w prezencie, sam bym ją kupił prędzej czy później. Zwłaszcza po zobaczeniu jej na żywo.
Muszę dodać, że bardzo podoba mi się idea palenia fajek polskiej produkcji. Mam wrażenie, że wspieram tym samym lokalnych rzemieślników i w pewnym sensie promuję nasze polskie – w moim przypadku regionalne, produkty. Oglądając wiele fajek różnych producentów muszę przyznać, że mamy w kraju świetnych rzemieślników i powody do dumy. Zabierając ze sobą fajkę za granicą i udając się w miejsca, w których się pali, mnóstwo ludzi wypytuje mnie o fajkę którą akurat mam ze sobą. Z dumą pokazuję wtedy, że fajka została zrobiona w Polsce i opowiadam historię poznania Mateusza Worobca. Przymierzam się do zakupy fajek od innych znanych polskich fajkarzy i mam nadzieję, że z czasem pojawią się w mojej kolekcji.
Recenzowaną fajkę dostałem w prezencie od samego mistrza Mateusza Worobca.
Jeśli podoba Ci się to co tutaj czytasz daj mi proszę znać. Zostaw komentarz, albo udostępnij – pomożesz innym znaleźć moje recenzje. Można mnie również znaleźć na Instagramie, gdzie dzielę się jakąś częścią swojego życia. Zachęcam do kontaktu – tak budują się fajne, nowe relacje, które z czasem przestają kręcić się tylko wokół fajki czy cygar.
Mateusz Krzywiecki, @mateusz.krzywiecki, Polski Aficionado, @polskiaficionado



