Cornell & Diehl Awakened Elder

W dzisiejszym wpisie kolejna mieszanka inspirowana twórczością Howarda Phillipsa Lovecrafta. Zapraszam do przeczytania recenzji tytoniu fajkowego Cornell & Diehl Awakened Elder.


Moje pierwsze spotkanie z tytoniami z serii mieszanek inspirowanych twórczością H. P. Lovecrafta nie było najbardziej udane. Nie, że tytoń całkiem mi nie smakował, ale też nie był najlepszy. Biorąc pod uwagę nawet samą wartość edukacyjną, było warto. Poznałem dzięki niemu Kasturi, o którym więcej można przeczytać tutaj. Chociaż, pomimo wielkich oczekiwań, mieszanka nie porwała mnie, nie zrażam się i niczym nieustraszony bohater jednej z opowieści autora, ostatecznie postanowiłem wejść dalej, nie zważając zupełnie na to co może mnie czekać za kolejnymi drzwiami, skąd dochodzą niepokojące, dziwne i mrożące krew w żyłach odgłosy.

Zapraszam do lektury recenzji tytoniu fajkowego Cornell & Diehl Awakened Elder.

Tytoń fajkowy Cornell & Diehl Awakened Elder Polski Aficionado

Cornell & Diehl Awakened Elder

Awakened Elder to mieszanka inspirowana mrocznym światem mitologii H.P. Lovecrafta, szczególnie ideą starożytnych bóstw, których przebudzenie mogłoby zniszczyć naszą rzeczywistość. Nazwa mieszanki oraz całej serii The Old Ones nawiązuje do panteonu Starych Bogów i misternie skonstruowanej kosmologii, którą Lovecraft rozwijał w swoich opowiadaniach. Awakened Elder oddaje klimat tych opowieści: to klasyczna mieszanka typu English Blend, wzbogacona o pikantne i nietypowe nuty Kasturi – tak samo nieprzewidywalne, jak tajemnicze moce drzemiące w świecie Lovecrafta.

Podobnie jak inne, mieszanka pakowana jest w dwu uncjową puszkę (ok. 56.6 g), z nietuzinkową szatą graficzną. Na etykiecie zobaczyć można zielone macki, które wyglądają jak istoty rodem z twórczości Lovecrafta. Znajdziemy tam również nazwę mieszanki. Na spodzie puszki znalazłem nakleję z datą, która dokładnie mówi kiedy mieszanka wylądowała w puszcze. W moim przypadku był to koniec kwietnia 2023 roku. Wiem, że wiele osób pokusiłoby się o starzenie tytoniu może nieco dłużej, ja nie mogłem się oprzeć, dlatego otworzyłem swoją puszkę i wypaliłem do dna bez dania jej możliwości starzenia. Podobnie jak inne opakowania mieszanek tego producenta, tytoń zamknięty jest w szczelne puszki. Zabawne, ale otwiera się je jak puszki orzeszków, albo konserwę.

Na puszce przeczytać możemy:

Po wiekach niezakłóconego snu coś ich przebudziło. Wraz z ich powrotem z głębin unosi się niezwykły obłok egzotycznego dymu, nasycony aromatami Latakii, Kasturi, Virginii, Burleya, Perique i Black Cavendish.

Źródło: etykieta puszki, tłumaczenie własne

Zakładam, że tak jak w przypadku poprzednio zrecenzowanej mieszanki, tę również skomponował Jeremy Reeves. W tym wypadku wspomnieć należy, że to dyrektor – Matt Johnson, jest jeszcze większym miłośnikiem uniwersum Lovecrafta i również miał znaczący wpływ na powstanie całej kolekcji.

Fajka tradycyjna Cornell & Diehl Awakened Elder Polski Aficionado

Forma cięcia tytoniu

W tym przypadku mamy do czynienia z niemal idealną wstążką (z ang. ribbon cut). Tylko gdzieniegdzie znaleźć można grubsze, nie do końca rozdrobione jak reszta, kawałki tytoniu przypominające połamany płatek. Na całą puszkę jednak, znalazłem ich bardzo niewiele. Myślę, że w tym wypadku mamy do czynienia z modelową wstążką jaką kiedyś można było znaleźć w puszkach Dunhilla, obecnie Petersona.

Zapach

Po otwarciu puszki do nosa trafia mocny aromat wędzonki. Jest też zapach ogniska. Wszystko charakteryzuje wyraźna słodycz i odrobina kremu. Mieszanka pachnie bardzo apetycznie. Przyznam, że chociaż kiedyś nie przepadałem za mieszankami angielskimi, ich zapach podobał mi się zawsze. W pamięci wracałem do pierwszych ognisk, na które wychodziłem kolegami lata temu. Zakładam, że może nawet bardziej sentyment, jak sam zapach, tak mi się podobał.

Jak smakuje?

Przyczerniam powierzchnię tytoniu pierwszą zapałką. Zaraz potem poprawiam drugą. Daję chwilę fajce odpocząć i zabieram się za degustację. Pierwsze pufnięcia odsłaniają smak, który ma coś wspólnego ze stodołą, sianem. Trwa to dosłownie mgnienie oka. Latakia daje o sobie znać dominując całą paletę smaków. Smaki wędzonki, ogniska, nadpalonego, zwęglonego wręcz drewna. Perique również wyczuwalne. Jest pikantny, rodzynkowo-śliwkowo słodki, z jakąś tam pieprzową ostrością w tle. Perique pełni tutaj rolę „wzmacniacza smaku”. Zupełnie taką samą rolę ma Kasturi, który nadaje mieszance dodatkowej pikanterii, bardzo smacznie wzmacniając się wzajemnie z Perique. Virginia – jeżeli już daje o sobie znać, to objawia się w żywicznym i nieco ziemistym smaku. Black Cavendish jest tutaj aksamitnym tłem, który dobrze wygładza ewentualne ostre krawędzie. Co ciekawe, uczucie gładkości nie jest spowodowane jakimś chemicznym posmakiem. Czarny Cavendish spełnia tutaj swoją rolę wyśmienicie i jeśli cokolwiek dodaje do smaku, to jest to krem.

Im niżej komina, tym smaki bardziej się ze sobą mieszają. Im niżej, tym trudniej jest rozpoznać poszczególne składniki, które stają się tutaj jednolitą niemal masą. I to jest moment, w którym niewidoczny dotychczas Burley wychodzi na scenę, nadając całości orzechowego smaku. Po chwili potrafię nawet nazwać wspomniane orzechy i dla mnie najwięcej mają z orzechów laskowych.

Kilka dodatkowych informacji

Mieszanka raczej średnio mocna. Dopiero pod koniec moc daje o sobie znać, ale mimo to, nie jest to wielki mocarz.

W bogatym aromacie odnajduję coś, co najprościej nazwać by mi było wędzonym serem. Jest delikatna słodycz, wędzonka i krem. Jest też jakaś ziemia i odrobina siana. Produkuje całkiem spore ilości gęstego dymu.

Mieszanka spala się sucho i chłodno. Co więcej, po paleniu w kominie zostaje ładny biały popiół.


Podsumowując

Świetna mieszanka angielska! Porównał bym ją do arcy mieszanki angielskiej, jaką dla mnie jest Nightcap. Dość złożona, nie jest nudna. Dodatek Kasturi w połączeniu z Perique, nadaje mieszance dodatkowego poziomu głębi. Myślę, że oba składniki świetnie się uzupełniają. Kasturi jest bardziej „świeża” w smaku. To w jaki sposób paleta smaków się zmienia, to prawdziwe mistrzostwo! Nawet momenty, w których niektóre smaki wychodzą na pierwszy plan, zdają się świetnie zsynchronizowane i zaplanowane. Najpierw Latakia w pełnej krasie, która przysłania sobą wszystko inne. Później Perique wzmocnione przez Kasturi – czy może odwrotnie? Do tego Virginia ze swoimi ziemistymi akcentami, która wcześniej nie miała przebicia. W końcu Burley, który pokazał się dopiero kiedy opadł kurz. Całość zaokrąglona czarnym Cavendishem, który wystąpił tutaj w roli aksamitnego tła. Bardzo udana kompozycja!

Recenzowany tytoń kupiłem ze środków własnych.


Jeśli podoba Ci się to co tutaj czytasz daj mi proszę znać. Zostaw komentarz, albo udostępnij – pomożesz innym znaleźć moje recenzje. Można mnie również znaleźć na Instagramie, gdzie dzielę się jakąś częścią swojego życia. Zachęcam do kontaktu – tak budują się fajne, nowe relacje, które z czasem przestają kręcić się tylko wokół fajki czy cygar.

Z dymem!

Mateusz Krzywiecki, @mateusz.krzywiecki, Polski Aficionado, @polskiaficionado

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry