W dzisiejszym wpisie kolejne cygaro od Camacho. Zapraszam do przeczytania recenzji cygara Camacho Ecuador Robusto.
Na trzecie cygaro w ramach mojego osobistego mini rankingu cygar marki Camacho, wybrałem pozycję z Ekwadoru. Wspominałem już jak bardzo podoba mi się branding marki. Kolorowe tuby wyglądają naprawdę zachęcająco i przyznam, że z jakichś powodów to właśnie niebieska tuba spodobała mi się najbardziej. Mam nadzieję, że pierwsze wrażenie potwierdzi smak. Zobaczymy.
W pierwszym wpisie poświęconym cygaru od Camacho napisałem kilka słów o Marce. Zainteresowanych odsyłam tutaj.
Jak do tej pory moim zdecydowany faworytem jest cygaro z linii Nicaragua. Zastanawiam się czy to czasem właśnie nie nazwa linii wpłynęła na odbiór. Moje zamiłowanie do cygar z Nikaragui może – a nawet na pewno, sprawia, że mogę nie być obiektywny.



Camacho Ecuador Robusto
Bardzo podobało mi się zestawienie kolorów tuby i pierścienia. Zachęcająco wygląda też skład tytoniu wykorzystanego do stworzenia cygara. Spodziewam się też czarnego pieprzu, który jak do tej pory wydaje się znakiem rozpoznawczym Marki. Jako ciekawostkę dodam, że zauważyłem różnice w składzie pomiędzy formatami. Mieszanka użyta do stworzenia Robusto różni się od tej użytej w Toro. W grę wchodzi też możliwość nie zaktualizowania strony – blendy się zmieniają. W skład Linii wchodzą następujące formaty:
- Robusto (5X50),
- Toro (6X50),
- Toro box pressed (6X50),
- Gordo (6X60),
- Churchill (7X56).
Kilka informacji technicznych
Cygaro w formacie Robusto. Wymiary cygara to 5″ długości (ok. 12.7 cm), ring kalibru 50. Klasyczne Robusto. W dwóch poprzednich cygarach miałem do czynienia z nieco grubszym ringiem – niby niewiele, ale różnica jednak zauważalna. Blend użyty w formacie Robusto jest kompozycją tytoniu rosnącego w Ekwadorze (pokrywa typu Habano), Brazylii (zwijacz typu Mata Fina) oraz mieszanki tytoniu z Hondurasu i Dominikany (wypełnienie). Całość zdobi pierścień, który od poprzednich różni się tylko kolorem i nazwą Linii.
Obcinam
Tym razem cygaro otwieram obcinarką typu V. Jak do tej pory cygaro ma chyba najlepszy ciąg, chociaż dalej bliżej mu w stronę „ciasny” niż „otwarty”. W smaku wyczuwam słodki krem, nieco pikantności i orzechy. Dobra zapowiedź wrażeń jakie dopiero – mam nadzieję, przede mną.
Odpalam
Ogrzewam stopkę i rozpalam obkręcając żeby cygaro wszędzie ładnie się paliło. Ostatnio częściej sięgam po zapalniczkę typu soft flame. Zdaje się, że zbliżająca się wiosna i myśl o odpalaniu cygar zapalniczką typu jet flame, wywołuje u mnie przedwczesną tęsknotę za soft flame, który miewa problem przy lekkim wietrze. Kilka pierwszych pufnięć utwierdza mnie w przekonaniu, że czarny pieprz to nieodłączny element smaku cygar Camacho. Lubię czarny pieprz, dlatego uśmiecham się pod nosem, chociaż wypuszczając dym przez nos, oczy zaczynają łzawić. Nie jest to jednak duże stężenie. W porównaniu z Corojo, pieprz raczej tylko zaznacza swoją obecność. Bardzo szybko w smaku pojawiają się orzechy oraz krem. Kompozycja, która czyni z cygara deser i pozwala na moment unieść się w powietrze. Na ziemię sprowadza wytrawny smak ziemi i drewna, które od momentu pojawienia się, bardzo dobrze balansują mieszankę.
Moc cygara mieści się w przedziale średni-mocny. Chociaż zaczyna się pieprznie, i dość intensywnie, nie jest to nikotynowa moc. Cygaro nabiera mocy dopiero gdzieś pod koniec. Sugeruję coś wcześniej zjeść i lepiej żeby był to bardziej obfity niż lekki posiłek.
Aromat cygara ma w sobie coś ze smaków jakiego dostarcza. Cygaro produkuje dużo gęstego, aromatycznego dymu w którym wyczuwam krem i orzechy. Dym wypuszczany okazyjnie przez nos przełamuje słodycz i przyprawia o lekkie łzawienie oczu. Chciałbym również zaznaczyć, że cygaro powąchane przed odpaleniem bardzo ładnie pachniało. W ogóle zauważyłem, że cygara od Camacho ładnie pachną.
Podobnie jak poprzednio, pomimo całkiem dobrego początku, ciąg cygara otwiera się w trakcie palenia nawet bardziej. Cygaro pali się raczej równo i nie wymaga dużo dodatkowej pracy zapalniczką, chociaż poprawki były.

Podsumowując
Bardzo smakowało mi to cygaro. Przyznam, że po dwóch pierwszych, linia Ecuador jest najbardziej delikatna. Profil smakowy trafia w mój gust, a pojawienie się wytrawnych smaków dobrze balansuje mieszankę. Cygaro smakowało mi bez dwóch zdań, chociaż myślę, że jak do tej pory linia Nicaragua smakowała mi bardziej. Bez obaw mógłbym polecić to cygaro komuś na początku swojej cygarowej przygody. Pisząc niniejszą recenzję, w międzyczasie wypaliłem cygaro z linii Powerband, którego recenzja ukaże się już wkrótce. Zachęcam do śledzenia bloga polskiaficionado.pl, gdzie dość regularnie publikuję recenzje cygar, które miałem okazję wypalić.
Smacznego dymka.
Mateusz, @mateusz.krzywiecki, #polskiaficionado



