Caldwell The King is Dead The Last Payday

Cygara od Caldwell nie są jeszcze dostępne na polskim rynku. Mimo to, pewnego dnia dostałem wyjątkowy prezent – The King is Dead od tego właśnie producenta. I to w formacie, który szczególnie lubię: Belicoso, pieszczotliwie nazwanym The Last Payday. Brzmi groźnie?

Siadając do tego cygara, nie spodziewałem się, jak bardzo ta oryginalna nazwa odda charakter całej degustacji. A jednak… dominikański tytoń miał dla mnie parę niespodzianek. Zapraszam do recenzji i przekonajcie się sami, co może Was spotkać w tym królewskim dymie.

The King is Dead

O samym producencie, Caldwell Cigar Co., napisał Mateusz w pierwszej recenzji tych cygar. Jedno muszę oddać tej marce – cygara kupuje się oczami. Obsypałbym złotem autora pierścieni i motywów graficznych, które towarzyszą tym cygarom. Do tego dochodzi spójność nazw. Całość sprzedaje się idealnie. A pierścienie od Caldwell to naprawdę coś, co chce się mieć w swojej kolekcji.

Ale jak wiadomo – nie szata zdobi człowieka. I nie raz już dałem się zrobić „na pierścień”. Zewnętrzna oprawa cygara ma znaczenie, to pewne. Ale nie zawsze za dobrym marketingiem – bo tak można to nazwać – idzie jakość. A jak było tym razem?

The King is Dead – sama nazwa cygara przyciąga uwagę. Do tego ten pierścień z rozdartym, jakby wyrwanym z papieru, tronem… dodaje smaczku i tajemnicy.

Cygara The King Is Dead produkowane są w Dominikanie, w fabryce Tabacalera William Ventura. Ich największym wyróżnikiem jest liść okrywowy Negrito z Dominikany – podobno rzadko używany w branży cygarowej. Binder to dominikański Corojo, a wkładka to mieszanka dominikańskich tytoni: HVA, Corojo i Negrito. Metryczka zapowiada spotkanie z niebanalnym profilem smakowym. Tu nie będzie nudy.

Cygaro występuje w formatach:

  • Broken Sword (Petit Corona – 40 x 5)
  • Manzanita (Short Corona – 42 x 4)
  • Diamond Girl (Lonsdale – 42 x 6.5)
  • Premier (Robusto – 50 x 5.5)
  • The Last Pay Day (Belicoso – 52 x 6)
  • Toro (54 x 6)

A ja recenzować będę dla Was właśnie The Last Payday – czyli format Belicoso. Do roboty! Jak to mówią.

Caldwell Cigars Co. The King is Dead The Last Payday Polski Aficionado

Akcja, cięcie

Po wyjęciu z celofanu uderzył mnie zapach cygara. Taki, który naprawdę lubię. Mieszanka delikatnych przypraw – tych, które niektórzy po prostu nazywają pieprzem. Do tego aromat mlecznej czekolady. Chciałbym, żeby wszystkie cygara tak pachniały. Same przyjemne doznania, które tylko przyspieszają chęć degustacji. Pomyślałem, że jeśli to cygaro będzie smakować tak, jak pachnie, szykuje się naprawdę pyszny wieczór.

Liść okrywowy? Koloru dominikańskiego. Jeden z tych jaśniejszych. Elegancki, bez żadnych skaz. Żeby było jasne: od dawna nie nastawiam się na konkretny kraj czy region. Znam ludzi, którzy z góry mówią, że nie lubią cygar z Dominikany albo z Kuby. Tyle że lata degustacji nauczyły mnie jednego: Dominikana Dominikanie nierówna, a fantazja jednego producenta nie musi być wspólną cechą całego regionu. Paliłem cygara z Nikaragui z kubańskim sznytem i cygara z Hondurasu, które… no właśnie. Dlatego do każdego nowego cygara podchodzę jak do nowej książki. A jedyne, co może mi podpowiedzieć, czego się spodziewać, to metryczka. W tym przypadku obecność liścia Corojo nastawiła mnie ultra pozytywnie. Po prostu lubię Corojo. I już.

Mamy piękny aromat, świetną prezencję i ciekawe zakończenie Belicoso – w moim przypadku lekko zagięte, co dodawało mu odrobiny rubaszności. Po dokładniejszych oględzinach doszedłem do wniosku, że to nie wynik jakiegokolwiek dociśnięcia cygara, ale że tak właśnie wyszło z fabryki. Ot, taki charakter. Konstrukcja? Idealna. I nie są to puste słowa – potwierdziły to jeszcze klasyczne „macanki”, które zawsze robię przed odpaleniem.

Belicoso przyciąłem klasycznie na „V”. Cięcie było dość płytkie, co bardzo mi odpowiadało – cygaro było otwarte, ale jednocześnie miałem więcej samego materiału do palenia. Sprawdziłem ciąg. Idealny. Sam wrapper w smaku okazał się słodki, z delikatną nutą pieprznej pikanterii. Zapowiadało się naprawdę dobrze.

Odpalamy!

Cygaro Caldwell The King is Dead The Last Payday Polski Aficionado

Tercje

Pierwszy puff. I bum przez łeb. Start okazał się intensywny i mocno drewniany. Co za zmiana charakteru. Zmysły oszalały. Aromat cygara czekoladowy, przepiękny, a tu nagle ciach deską w sam środek czoła. Pewnie pochodziła z tronu tego króla, który nie żyje (albo z jego trumny – musiałem). Na szczęście do tej deski dołączył smak dobrze przypieczonych tostów. No i mamy stypę po królu przy tostach. Tego się nie spodziewałem. Przy trzecim puffnięciu zamigała słodycz. Czyli wjechał deser. A to dopiero początek.

Podczas palenia moc stopniowo malała. Czoło przestało boleć. Drewno złagodniało. Zacząłem wyczekiwać zapowiadanej czekolady i przypraw.

Jeszcze jedno. Aromat dymu unoszącego się z cygara. To były dosłownie delicje. Pachniał jak cygaro na sucho. Było się czym zachwycać.

Zaciekawiło mnie, że jak na ten format, cygaro paliło się dość szybko. Za to popiół był zwarty, a linia żaru równa jak od linijki. Pod koniec na policzkach osiadła wreszcie wyczekiwana czekolada.

Po dwudziestu minutach zawitała druga tercja. Wtedy dotarło do mnie, że aromat dymu staje się idealnym uzupełnieniem smaku, który otrzymuję. Smaku wytrawnego, drewnianego, gdzieniegdzie z nutą słodyczy. Dym domyka całość – dzięki temu odbieram to cygaro praktycznie wszystkimi zmysłami. I to gra. Retrohale, mimo wyraźnej mocy, okazuje się zaskakująco delikatne – co też zapisuję na plus. Nie spodziewałem się takiego parku rozrywki.

Pod koniec tercji drewno i czekolada zamieniły się rolami. Czekolada zaczęła grać pierwsze skrzypce w tej sensorycznej orkiestrze.

Trzecia tercja po kolejnych dwudziestu minutach. Dziwnie szybko. A przecież starałem się palić najwolniej, jak tylko się da, żeby się tym cygarem nacieszyć. Coś jednak nie wychodziło. I nagle – bum. Pod koniec cygara pojawił się smak, który zazwyczaj wita nas na samym początku: pieprz i przyprawy. Przez chwilę zastanawiałem się, czy aby na pewno odpaliłem tego zmarłego króla z właściwej strony.

Moc wyraźnie poszła w górę, a razem z nią intensywność smaku. Nie powiem – ciekawostka. Jednak w miarę zbliżania się do końca, przyprawy ustąpiły miejsca intensywnej czekoladzie, a całe cygaro zrobiło się bardziej kremowe, z delikatnym dodatkiem drewna. Na szczęście nie była to żadna tragedia. Tron i trumna – wypalone do końca.

Godzina i dziesięć minut palenia.

Recenzja cygara Caldwell The King is Dead The Last Payday Polski Aficionado

Podsumujmy

The King is Dead od Caldwell to niezwykle ciekawa mieszanka liści tytoniu, która sprawia, że cygaro w odbiorze jest nie tylko zaskakujące, ale zostawia po sobie wrażenie. Na długo.

Jedyne, do czego mógłbym się przyczepić, to tempo palenia. Mimo dość pokaźnego formatu, cygaro paliło się zaskakująco szybko. Sam potrafię palić robusto ponad dwie godziny, a tutaj: walnięcie przez łeb, smarowanie czekoladą, posypka z pieprzu i zanim się obejrzałem – godzinka minęła. Buzi i do następnego.

Mimo tego muszę przyznać, że Caldwell robi świetne cygara, a The King is Dead – The Last Payday jest tego kolejnym dowodem. I ogromnie się cieszę, że w momencie pisania tej recenzji cygara tej marki oficjalnie wchodzą do Polski. Każdy rodzimy miłośnik cygar będzie mógł wreszcie sam przekonać się, co kryje się pod tymi oryginalnymi nazwami i niesamowitymi pierścieniami. A uwierzcie – to są opakowania, które chce się kolekcjonować.

Recenzowane cygaro otrzymałem od Szymona Kwiatkowskiego z Premium Cigars – po prostu do wypalenia. Ale u nas, u mnie i Mateusza, trzeba pamiętać, że „zwykłe palenie” może zakończyć się niezwykłą recenzją na łamach Polskiego Aficionado.


Jeśli podoba Ci się to co tutaj czytasz daj mi proszę znać. Zostaw komentarz, albo udostępnij – pomożesz innym znaleźć moje recenzje, czy porady dotyczące palenia cygar. Jeśli wolisz słuchać, nagrywamy z Mateuszem Krzywieckim regularnie nowe odcinki podcastu Spotkanie z dymem, które są dostępne na najbardziej popularnych platformach podcastowych. Można mnie również znaleźć na Instagramie, gdzie dzielę się jakąś częścią swojego życia. Zachęcam do kontaktu – tak budują się fajne, nowe relacje, które z czasem przestają kręcić się tylko wokół cygar.

Z dymem!

Piotr Siwiński, @mycigarway, Polski Aficionado, @polskiaficionado

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry