Po kompletnie nietrafiającym w moje gusta Rocky Patel Emerald Robusto doszedłem do wniosku, że pora napisać o moim osobistym top of the top w portfolio Rocky’ego Patela. Z cygarami Rakesha „Rocky’ego” Patela spędziłem naprawdę sporo czasu, dość dobrze poznając portfolio prawnika z Hollywood. Pamiętam moment, kiedy marka na poważnie weszła w meksykańskie liście San Andrés. Pamiętam też chwilę, kiedy ten kierunek zaczął mnie już zwyczajnie męczyć.
Ale jest jedna linia, limitowana, do której wracam zawsze wtedy, gdy pojawiają się wyjątkowe okazje albo kiedy po prostu chcę zapalić „pewniaka” i mieć gwarancję świetnie spędzonego czasu. Tą linią jest Aged Limited Rare 2nd Edition. A dziś na warsztat trafia format Toro.
Zapraszam.
Różowe złoto – edycja druga
To już drugi format z tej linii opisywany na łamach Polskiego Aficionado. W 2022 roku Mateusz zrecenzował wersję Robusto i dokładnie wyjaśnił, na czym polega wyjątkowość określeń „Aged”, „Limited” i „Rare”.
W przypadku drugiej edycji wyprodukowano sto dwadzieścia tysięcy sztuk. To o dwadzieścia tysięcy więcej niż przy pierwszym wypuście Rocky Patel Aged Limited Rare, którego blend po raz pierwszy zmieszano w 2016 roku. Do dziś jednak zachodzę w głowę, czy liczba ta dotyczy całej linii, czy każdego formatu osobno. A do wyboru mamy trzy:
- Robusto (50 x 5½)
- Toro (52 x 6½)
- Sixty (60 x 6)
Bo kiedy człowiek zaczyna chłodno kalkulować, nagle wychodzi mu około sześciu tysięcy pudełek na cały świat. I wtedy pojawia się pytanie: jakim cudem te cygara są jeszcze dostępne na półkach? Czy nie cieszą się aż tak dużym zainteresowaniem? A może po prostu ludzie jeszcze nie odkryli, jak dobry to jest wypust Rocky’ego? Sam nie wiem. Jedno wiem na pewno, jeśli kiedyś ta linia zniknie, wielu będzie tego żałować trochę za późno.
Porównując tę linię do pierwszej wersji, nawet pod względem wizualnym, to jest niebo a ziemia. Tutaj od pierwszego momentu czuć, że trzymasz w ręku coś wyjątkowego. Pierścień w kolorze różowego złota, dodatkowa owijka z krótkim opisem serii napisana elegancką czcionką. Całość jest niezwykle spójna wizualnie i dopracowana w najmniejszym detalu.
Każda osoba, z którą miałem okazję dzielić dym tym cygarem, od razu odbierała je jako produkt premium. I szczerze? Wcale mnie to nie dziwi. To różowe złoto na pierścieniu, mimo że wypaliłem już praktycznie całe pudło robusto, a teraz regularnie sięgam po toro, nadal cieszy oko. Jest w tym wszystkim jakiś perfekcyjnie wymierzony kunszt designerski, który zwyczajnie robi robotę.
I jak wspomniałem wcześniej, wyróżnikiem tej linii miał być właśnie liść San Andrés. W 2016 roku Rocky Patel mocno podkreślał, że stworzenie blendu opartego na tym wrapperze ma być czymś wyjątkowym. Problem w tym, że dziś meksykański San Andrés pojawia się wszędzie i sam w sobie przestał już robić takie wrażenie jak kiedyś.
Ale tutaj dzieje się coś więcej. To cygaro ma w sobie element, którego brakuje wielu innym wypustom opartym na tym liściu. Jest głębia, elegancja i świetnie wyważona intensywność, przez co całość nie kończy się wyłącznie na „kolejnym San Andrésie”. I właśnie dlatego uważam Aged Limited Rare 2nd Edition za najlepszy wyrób Rocky’ego Patela. Nie tylko moim zdaniem, bo format Toro zebrał również imponujące 96 punktów od Cigar Aficionado.

Rocky Patel Aged Limited Rare 2nd Edition Toro
O formatach już wspominałem, więc w tym przypadku skupimy się na Toro. Rocky Patel ALR 2nd Edition w dwóch wariantach delikatnie odszedł od klasycznych wymiarów. Robusto nie jest typowym robusto, a Toro również zostało lekko powiększone. W połączeniu z box-pressed sprawia to, że wizualnie obcujemy z naprawdę pokaźnym jegomościem.
Po zdjęciu dodatkowej owijki cygaro wydaje się jeszcze większe i od razu przyciąga uwagę swoją obecnością.
Na zewnątrz mamy meksykański liść San Andrés, a wewnątrz już rasową Nikaraguę. Wkładka to mieszanka tytoni z Estelí i Jalapy. Po zwinięciu cygara sezonowane są przez dwa lata, spokojnie dojrzewając w aging roomie.
Aromat cygara „na sucho” to pieczone tosty i nuty ziaren kawy. Już na starcie robi się dobrze, bo nic nie zapowiada obecności drewna czy innych elementów, które potrafią mnie skutecznie zmęczyć. Od początku czuć balans. Nic nie wychodzi przed szereg, wszystko jest elegancko poukładane.
Sam box-pressed dodaje cygaru klasy i sprawia, że świetnie leży zarówno w dłoni, jak i w ustach podczas palenia. Liść okrywowy jest gładki, ciemny i idealnie współgra z tym, co chwilę wcześniej podpowiadał aromat.

Akcja, cięcie
Do zabiegu wybrałem obcinaczkę typu V-Cut. Akurat cygara typu box-pressed świetnie współpracują z „v-ką”. Ciąg, jak to w przypadku ALR-a, okazał się idealny. Smak „na zimno” pokrywał się z aromatem, więc wszystko zapowiadało się dokładnie tak, jak powinno. Pozostało już tylko odpalić i działać.
Tercje
Początek jest gładki i elegancki. Już od pierwszego puffa czuć kremowość dymu. A co najlepsze, ten charakterystyczny pieprz, dzięki meksykańskiemu pierwiastkowi, jest bardzo subtelny i przyjemny w odbiorze.
Pierwsza tercja przebiega spokojnie i powoli. To takie preludium, wręcz idealne wprowadzenie do czasu tylko dla siebie. Natomiast w drugiej tercji pojawił się smak cappuccino. No co jak co, ale takiej delicji podczas palenia się nie spodziewałem. Balans smaków ułożył się w coś całkowicie niespodziewanego. Zwykłe, spokojne palenie zamieniło się w pean pochwalny dla wszystkich dobroci, jakie dostałem od tego cygara.
Przed początkiem trzeciej tercji czułem już wyraźny wzrost mocy. Kawa zaczęła mieszać się ze skórzanymi akcentami, a cygaro robiło wszystko, żeby nie dać o sobie zapomnieć.
Ostatnio mocno polubiłem trzecie tercje, bo właśnie wtedy palenie wyraźnie zwalnia, a sama sesja zaczyna przynosić dokładnie to, czego od niej oczekuję: spowolnienie i odpoczynek. Tutaj trzeba też wspomnieć o ogromnej satysfakcji, jaką przyniosło mi spotkanie z tym konkretnym dymem.
Całość zakończyłem po dwóch godzinach od odpalenia.
Nic nie trzeba było poprawiać. Ani razu nie zgasło. Wszystko było po prostu idealnie.

Podsumujmy
Rocky Patel Aged Limited Rare 2nd Edition Toro to bez dwóch zdań świetne cygaro. Dla mnie absolutna topka w portfolio Rocky Patela. I mówię to po naprawdę wielu spotkaniach z jego cygarami. Polecam spróbować każdego formatu z tej linii, bo każdy wnosi coś od siebie i pokazuje ten blend z nieco innej strony. Ale zawsze idealnie. I jestem spokojny o jedno – zawodu tutaj raczej nie będzie.
To cygaro, do którego będę wracał zawsze z ogromną przyjemnością, dopóki tylko będzie dostępne na rynku. Oby jak najdłużej.
Recenzowane cygaro otrzymałem od Szymona Kwiatkowskiego z Premium Cigars, po prostu do wypalenia, jak zresztą wiele innych. Za to konkretne jestem Ci, Szymonie, wdzięczny podwójnie.
A Wy, drodzy Czytelnicy, marsz do swoich ulubionych lounge’y. Jeśli jeszcze nie mieliście okazji spotkać się z tym cudem, pora to nadrobić.
Jeśli podoba Ci się to co tutaj czytasz daj mi proszę znać. Zostaw komentarz, albo udostępnij – pomożesz innym znaleźć moje recenzje, czy porady dotyczące palenia cygar. Jeśli wolisz słuchać, nagrywamy z Mateuszem Krzywieckim regularnie nowe odcinki podcastu Spotkanie z dymem, które są dostępne na najbardziej popularnych platformach podcastowych. Można mnie również znaleźć na Instagramie, gdzie dzielę się jakąś częścią swojego życia. Zachęcam do kontaktu – tak budują się fajne, nowe relacje, które z czasem przestają kręcić się tylko wokół cygar.
Z dymem!
Piotr Siwiński, @mycigarway, Polski Aficionado, @polskiaficionado




Masz fajne pióro, przyjemnie się czyta.
Wykorzystuj je częściej.
Bardzo dziękuję za dobre słowo. 🙂