Dzisiejszy wpis rozpoczyna mini serię, która z pewnością będzie kontynuowana. Seria nazywać się będzie „kubańskie cygara budżetowe” i mamy w niej zamiar udać się na poszukiwania tanich cygar kubańskich. Być może dobrym pomysłem byłoby rozciągnąć serię na cygara w ogóle – zobaczymy. Tymczasem zapraszam do lektury recenzji cygara Jose L. Piedra Petit Caballeros.
Seria mówiąca o tańszych cygarach chodziła za mną już od dawna. Rosnące ceny cygar zmuszają do poszukiwania na innej półce cenowej. Nie oznacza to oczywiście całkowite odwrócenie uwagi od innych cygar, postaramy się z Piotrem o znalezienie dobrych cygar, za które nie trzeba płacić jak za zboże.
Chociaż planowaliśmy to już od dawna, do podjęcia ostatecznej decyzji z pewnością przyczynił się Szymon Kwiatkowski z Premium Cigar, który wysłał „do redakcji” paczkę z cygarami, w której znalazły się miedzy innymi kubańskie cygara budżetowe. W nadchodzących recenzjach opiszemy swoje wrażenia z degustacji trzech cygar budżetowych: tytułowego Jose L. Piedra Petit Caballeros, Quintero Favoritos oraz La Flor de Cano Elegidos. Nie jest to kompletna lista i zdajemy sobie z tego sprawę, ale liczymy na to, że z czasem cygar w mini serii będzie przybywać.
Z racji tego, że jest to pierwsza recenzja cygara marki, kilka słów o..
Jose L. Piedra
Powstanie marki datuje się na lata 80 XIX wieku, kiedy to pochodząca z Austrii rodzina Piedra osiedliła się w Remedios – środkowej części Kuby. To właśnie stamtąd pochodzi tytoń wykorzystywany do produkcji cygar. Warto wspomnień, że są to jedyne cygara z regionu Vuelta Arriba wchodzące w skład portfolio Habanos SA. Swoją świetność marka przeżywała w lata 40 i 50 XX wieku, gdzie była bardzo popularna w Stanach Zjednoczonych. Amerykańskie embargo na towary kubańskie niemal całkowicie zniszczyło markę.
W 1996 roku marka powróciła do produkcji. Chociaż ma za sobą epizod maszynowego zwijania, powróciła do korzeni by w 2002 roku odzyskać oznaczenie totalmente a mano, czyli produkt ręcznie zwijany. Warto wspomnień, że wypełnienie cygar Jose L. Piedra to krótkie liście, ścinki (z ang. short filler), co oczywiście wpływa nie tylko na cenę, ale i jakość. Mimo to, cygara Jose L. Piedra stanowią dla niektórych miłośników cygar, „cygara codzienne”.
Dzisiaj w portfolio marki możemy znaleźć następujące formaty:
- Brevas (Corona),
- Cazadores (Long Corona),
- Conservas (Long Corona),
- Petit Cazadores (Petite Corona),
- Petit Caballeros.
Ostatnie na liście, Petit Caballeros, powstało w 2019 roku.

Jose L. Piedra Petit Caballeros
Jak już wspomniałem, recenzowane dzisiaj cygaro jest najmłodszym cygarem w portfolio. Cygara w całości zwijane są z kubańskiego tytoniu rosnącego w regionie Vuelta Arriba. Dla miłośników cygar niewątpliwym smaczkiem jest pochodzenie tytoniu. Jedyna marka, która zwija swoje cygara z tego regionu, może stanowić dla kogoś – włączając w to mnie, ciekawostkę, którą odnotowuję tutaj z kronikarskiego obowiązku.

Kilka informacji technicznych
Cygaro rozmiarem zbliżone do formatu Robusto. Wymiary cygara to 4 3/4″ długości (ok. 12 cm), ring kalibru 48. Liść okrywowy na oko dość jasny, wpadający w zielone tony, „surowy”, „niedojrzały”? Pokrywa nie wygląda zbyt zachęcająco, co od razu zwraca na siebie uwagę. Całość zdobi bardzo prosty pierścień z nazwą marki, nazwą regionu i kraju z którego pochodzi. Moim zdaniem prostota pierścieni większości cygar kubańskich jest dość urokliwa.
Obcinam
Zanim otworzę, obwąchuję cygaro, by lepiej przygotować zmysły. Pachnie przyjemnie, kwiatowo-słodko z nutami drewna. Cygaro otwieram prostą obcinaczką do cygar. Ciąg oceniam na przyciasny. W smaku odnajduję nuty kawy, drewna i ziemi.
Odpalam
Ogrzewam porządnie stopkę cygara zapalniczką typu jet flame i rozpalam serią krótkich, lekkich pociągnięć. Odkładam cygaro na moment i zabieram się za degustację. Przywitały mnie smaki drewna z odrobiną ziemi. Cygaro już teraz zdradza jakieś zadatki na krem, którego z pewnością bym sobie życzył. Smak cygara w sobie to kubańskie „coś”. W posmaku cygaro jest ziemiste – aż w zębach zgrzyta. Pozbawiony słodyczy profil smakowy całkowicie kieruje się w wytrawną stronę. Daje się również wyczuć w smaku coś surowego. Wrażenie potęguje kolor pokrywy cygara. Jest też coś gorzkiego – trochę jak w taniej kawie, fusiarze gdzieś bliżej dna. Kiedy smaki układają się, dociera do mnie, że motywem przewodnim jest tutaj gorzka kawa typu Robusta z wyraźnie ziemistym posmakiem.
Moc cygara oceniam na lekki, przy pełnym smaku. Tak, jest to możliwe.
W aromat cygara wkradła się cała słodycz, którą wolałbym raczej tam odnaleźć. Oprócz słodyczy, w aromacie odnajduję kawę i drewno, co tworzy przyjemną kombinację.
Konstrukcję cygara oceniam na bardzo dobry. Cygaro pali się równo i dość wolno, chociaż popiół spada kiedy mu się podoba. Zaznaczyć trzeba, że wypełnienie cygara to ścinki tytoniu. Mimo to, cygaro pali się bardzo dobrze, kawałki tytoniu nie dostają się do ust, chociaż myślę, że kruchość popiołu to zasługa wypełnienia.

Kilka słów o Jose L. Piedra Petit Caballeros na zakończenie
Zacznę od tego, że jest to cygaro budżetowe. Myślę, że ma dobry stosunek jakości do ceny. Miałem z nim jednak problem. Uważam, że gdyby moc cygara dorównywała intensywności smaku, cygaro byłoby znacznie lepsze. Brakło mocy, która w moim odczuciu jest lekka, przy jednoczesnym pełnym smaku. Cygaro ma też w sobie jakąś surowość, która niekoniecznie musi być brana za złą. Paleta smaków całkowicie zdominowana przez wytrawne, gorzkie wręcz smaki, co dla niektórych może być autem. Żal mi było, że smak słodkiego kremu nie rozwiną się, a jego słodycz powędrowała z dymem. „Całkiem, całkiem” – jak mówi odręczna notatka gdzieś na boku cygarowego dziennika.
Notka od Piotra Siwińskiego
Cygara budżetowe z Kuby. Jeśli o nich wspominamy, pierwszym, które przychodzi na myśl, jest słynna Guantanamera. Drugim – Jose L. Piedra. Ma swoich fanów, ale i przeciwników, którzy złośliwie przekręcają jego nazwę. Sam podszedłem do tego cygara z rezerwą. Czy słusznie?
Już przy wyjęciu z humidora uderzył mnie słodki, miodowy zapach – ten charakterystyczny aromat znany z kubańskich cygar klasy premium. Obciąłem, odpaliłem. Ciąg był idealny. Początek przywitał mnie gładko, kremowo i lekko, choć nie za lekko. Moc – średnia, stopniowo narastająca. Obawiałem się dominującego drewna, za którym nie przepadam i na które jestem wyjątkowo wrażliwy. Potrafi ono przyćmić mi całą przyjemność z palenia. A tutaj?
Moc rosła delikatnie. Drewno było obecne, ale słodkie i sympatyczne. Aż kilka razy spojrzałem na pierścień, upewniając się, że naprawdę palę Jose L. Piedra. Tak, to było to. Spalanie jak od linijki, popiół zwarty. Wiedząc, że to short filler, byłem po raz kolejny pozytywnie zaskoczony. Pod koniec moc wyraźnie wzrosła, ale kwiatowo-miodowe akcenty nie zniknęły. Wręcz przeciwnie – podkreśliły ten ciekawy, kubański pierwiastek. Całe palenie trwało ponad godzinę czterdzieści. Udany wieczór.
Na koniec – refleksja. Chcę mieć to cygaro w humidorze. Biorąc pod uwagę budżet, to świetna opcja na codzienne palenie. Co najważniejsze – magia cygar kubańskich objawia się nie tylko przez te premium, które muszą być dobre i konkurować z nowoświatową ligą, ale właśnie przez budżetowe wypusty. To one pozwalają zrozumieć, czym jest prawdziwa miłość do cygar, dobra manufaktura i urok Kuby.
Wielokrotnie paliłem budżetowe cygara z Nowego Świata – long fillery, które dawały znacznie mniej przyjemności niż to, co dostałem od Habanosa. Wow. Warto spróbować. Warto usiąść na spokojnie i dać mu szansę. A co ciekawe – może warto dać mu też trochę poleżeć, by nabrało jeszcze tej szlachetnej mocy.
Recenzja powstała dzięki staraniom Szymona Kwiatkowskiego z Premium Cigars.
Jeśli podoba Ci się to co tutaj czytasz daj mi proszę znać. Zostaw komentarz, albo udostępnij – pomożesz innym znaleźć moje recenzje, czy porady dotyczące palenia cygar. Jeśli wolisz słuchać, nagrywamy z Piotrem Siwińskim regularnie nowe odcinki podcastu Spotkanie z dymem, które są dostępne na najbardziej popularnych platformach podcastowych. Można mnie również znaleźć na Instagramie, gdzie dzielę się jakąś częścią swojego życia. Zachęcam do kontaktu – tak budują się fajne, nowe relacje, które z czasem przestają kręcić się tylko wokół cygar.
Z dymem!
Mateusz Krzywiecki, @mateusz.krzywiecki, Piotr Siwiński, @mycigarway, Polski Aficionado, @polskiaficionado



