Recenzja tytoniu fajkowego Cornell & Diehl Folklore Polski Aficionado

Cornell & Diehl Folklore

Kolejna recenzja mieszanki od jednego z moich ulubionych producentów tytoniu fajkowego. Zapraszam do przeczytania recenzji Cornell & Diehl Folklore.


Small batch tu, small batch tam – teraz wszędzie tego pełno. Jedna z pierwszych mieszanek małych wypustów – small batch, jakie w swojej fajczarskiej „karierze” zobaczyłem. Od jakiegoś czasu widzi się ich więcej, ale ta była – zdaje się, pierwszą na którą zwróciłem uwagę. Pierwsza edycja Folklore wyszła na rynek w 2022 roku w liczbie 1000 ciasteczek o wadze miej więcej 450 g. Pamiętam, że mieszanka bardzo szybko zniknęła z internetowych półek sklepowych. Trzeba było obyć się smakiem. Cierpliwości nauczyło mnie oglądanie zagranicznych mediów społecznościowych, na których nie raz widziałem nowe wypusty, które nie miały szans pojawić się na naszym rynku w oficjalnej sprzedaży. Mam jednak to szczęście, że zdarza mi się podróżować. Być może nie pierwsza edycja, być może musiałem na nią poczekać, ale w końcu się udało. Tak właśnie w moje ręce trafiła II edycja mieszanki Folklore od Cornell & Diehl.

Nowa edycja ma nieco inny skład. Jest – podobno, bardziej słodka i wyszła w większej ilości ciastek (3000 sztuk). Było czym obdzielać i tak też zrobiłem. Większość rozdałem innym miłośnikom fajki, samemu zostawiając sobie 100 g w szczelnie zamkniętym słoiku. Przyznam, że zanim pokrojone kawałki trafiły do kilku osób miałem nie lada wyzwanie. Jak to przechować?! Chciałem pozostawić go w jak największym kawałku, dlatego kupiłem większy słoik, w którym czekał do momentu podzielenia go na mniejsze. Obawiałem się utraty wilgotności, ale tytoń zamknięty w szczelnym słoiku nawet w mniejszych kawałkach zachowuje się świetnie.

O marce Cornell & Diehl zdarzyło mi się już napisać przy okazji innej recenzji. Zainteresowanych odsyłam tutaj.

Recenzja tytoniu fajkowego Cornell & Diehl Folklore Polski Aficionado

Cornell & Diehl Folklore

Mieszanka prasowana i cięta na 16 uncjowe/funtowe (ok 450 g) porcje. Następnie pakowana próżniowo i dalej w ładnie wyglądający, niecodzienny kartonik. Grafika na pudełku w kolorach niebieskim, białym i czerwonym, przedstawia drzewo z opadającymi na zimę liśćmi na tle zachodzącego słońca. Przyjemny widok, który nawiązuje do natury i zapowiada zbliżającą się zimę. Na opakowaniu znajduje się również nazwa blendu i marki tytoniu. Po otwarciu pudełka oczom ukazuje się sporych rozmiarów blok tytoniu zapakowany próżniowo, opatrzony kolejną nakleją. Naklejka przedstawia kobietę, mężczyznę z fajką, oraz dwa jelenie na tle tego samego drzewa. Bardzo przyjemna kompozycja kolorów. Nie mam pewności, ale na moje oko wszystko wygląda jakoś tak „skandynawsko”.

Na odwrocie bloku z tytoniem znajduje się kolejna naklejka, która zawiera opis mieszanki. Napisane jest również który to w kolejności blok trzymamy w ręku. Na moim napisane jest „1990/3000”. Kilka oczek w dół i miałbym swoją datę urodzenia.

Opis tytoniu od producenta

Nasza historia zaczyna się od mieszanki pięciu różnych odmian suszonych metodą ogniową Virginii, począwszy od specjalnie przetworzonych liści czerwonych i pomarańczowych, po dojrzałe, ciemne mahoniowe i postarzane jasne liście kanadyjskie. Domieszka prawdziwego St. James Perique, lekko wędzonego Kentucky i egzotycznych liści Kasturi łączą się, tworząc bogaty i elegancki smak z nutami słodkich owoców, cytrusów, rozgrzewających przypraw i nut drzewnych.

Źródło: naklejka na odwrocie opakowania próżniowego, tłumaczenie własne

Mieszankę skomponował Jeremy Reeves, którego ostatnio całkiem sporo w mediach społecznościowych Cornell & Diehl. Barwna postać znana z udanych kompozycji, które zachwycają miłośników tytoniu fajkowego na całym niemal Świecie.

Jestem bardzo ciekawy pierwszego spotkania z Kasturi. W momencie pisania tej recenzji miałem okazję ponownie go spróbować w innej mieszance od tego samego producenta. Cała reszta zapowiada się bardzo smacznie. Słodka Virginia (podobno stężenie cukru w najnowszym wypuście wynosi 13.53%), oryginalny Perique – jak tu się nie cieszyć?! Jedynie nazwa Kentucky wywołuje u mnie lekkie obawy, ale cóż. Przekonamy się!

Recenzja tytoniu fajkowego Cornell & Diehl Folklore Polski Aficionado

Forma cięcia tytoniu

Mieszanka jest sprasowana, następnie pocięta na funtowe (ok. 450 g) bloki. Łatwo się kruszy i nie ma problemu z „odłupaniem” kawałka. Te z kolei, bardzo szybko kruszą się do postaci gotowej do nabicia. Swój kawałek trzymam oczywiście w całości. Odłupuję jedynie tyle ile potrzebuję. Myślę, że taka forma pozwala na łatwiejsze utrzymanie odpowiedniego poziomu wilgoci. Z racji tego, że mieszanka jest prasowana i każdy z jej komponentów „przytulony” jest mocno do innego, myślę, że ma potencjał do dojrzewania.

Zapach

Przyznam, że powstrzymywałem się z tym opisem żeby nie zdradzić wcześniej, ale tytoń pięknie pachnie już po wyjęciu z kartonika! Dla mnie aromat nieotwartego jeszcze tytoniu – bo czuć go było przez opakowanie, pachniał tak jak wyobrażałem sobie kiedyś zapach tytoniu fajkowego. Suszona słodka śliwka – tak jakoś kojarzy mi się tytoń fajkowy. Ten pachnie jeszcze przed otwarciem z plastikowego, próżniowego opakowania. Po otwarciu przywitał mnie piękny, słodko-winny aromat. Tytoń pachnie bardzo apetycznie i dość niezwykle. Myślę, że jest tak głównie za sprawą winnego aromatu, w którym odnajduję głównie czerwone owoce. Jest też jakiś „poważniejszy”, nieco bardziej ziemisty akcent, który bardzo fajnie balansuje słodycz. Dłuższe wwąchanie odkrywa zapachy suszonej śliwki i czekolady. Kiedy zostawić słoik otwarty na dłużej, aromat staje się bardziej słodki, czekoladowy, a całość w odbiorze bardziej delikatna.

Jak smakuje?

Fajkę bardzo łatwo nabić. Ja nabijam „na trzy”. Próbowałem bez i z podsuszaniem. Myślę, że mieszanka jest gotowa do palenia natychmiast po wyciągnięciu, odkruszeniu pożądanej ilości i nabiciu. Najwięcej tytoniu wykopciłem w fajce Worobiec 154, którą bardzo lubię. Jest dość pojemna i pozwala dłużej cieszyć się chwilą dla siebie.

Przyczerniam wygładzoną powierzchnię tytoniu i zaraz znowu wyrównuję podnoszące się włókna kołeczkiem. Kolejna zapałka dopełnia sprawy, po czym daję fajce chwilę odpocząć. Pierwsze nuty jakie mnie witają, mają w sobie coś z czerwonych owoców z wyczuwalni winnym posmakiem. Jest też jakaś ostrość i odrobina cierpkości. Smaki bardzo szybko łagodnieją, mieszają się ze sobą nabierając ogłady. Dym robi się aksamitny, kremowy – chociaż pozostawia dość wytrawne nuty. Są nimi ziemia i drewno w zmiennych proporcjach, ale nadal na pierwszym planie mamy czerwone owoce, a raczej wrażenie jakie pozostawia po sobie czerwone wino.

Gdzieś w międzyczasie do palety smaków dołącza słodko-ostry smak rodzynek, który jest dla mnie dość charakterystyczny. Daleko w tle czuję smak spalenizny/ogniska, który bynajmniej nie przeszkadza. Przypomina raczej letnie wypady na pierwsze ogniska i jakoś tak dobrze mi się kojarzy. Smak spalenizny wyczuwalny mocniej po skończonym kopceniu. Są też cytrusowe kwaski – wyczuwalne zdecydowanie bardziej pod koniec. Porównałbym je raczej do skórki z pomarańczy czy nawet cytryny, bardziej niż samego miąższu. Doświadczenie dopełnia wszechobecna słodycz, która zaokrągla całość.

Moc mieszanki znajduje się w przedziale lekki-średni. Z powodzeniem udawało mi się cieszyć się jej smakiem do porannej kawy – jeszcze przed śniadaniem.

Aromat zbliżony do tego jaki można wyczuć ze słoika w którym ostatecznie wylądował. Sporo czerwonych owoców, których pochodzenie przypisałbym winie.

Tytoń spala się bardzo dobrze. Pali się sucho i całkiem chłodno – biorąc pod uwagę kompozycję składającą się z różnych odmian Virginii. Po kopceniu w kominie zostaje piękny biały popiół tylko gdzieniegdzie poprzeplatany zwęglonymi drobinami.


Recenzja tytoniu fajkowego Cornell & Diehl Folklore Polski Aficionado

Podsumowując

Pierwsze palenie nie zachwyciło mnie zbytnio. Owszem, mieszanka była interesująca, ale jak dla mnie trochę zbyt owocowa. Nie jestem wielkim fanem takich smaków w tytoniu. Lubię bardziej kremowe, czekoladowe, ziemiste, orzechowe i drewniane klimaty. Całkiem być może, że jest tak za sprawą mojego zamiłowania do cygar, w których takich smaków zwykle szukam. Kolejne próby były co raz lepsze. Być może jest tak za sprawą wyboru fajki? Pierwsze kilka prób odbyło się w kukurydziance, chociaż dziwne, bo na prawdę lubię w nich kopcić. Z każdym kolejnym paleniem co raz bardziej przekonywałem się do tej mieszanki. Dzisiaj mogę powiedzieć, że całkiem mi smakuje i z odrobiną żalu patrzę na ubywające zapasy. Zdaję sobie sprawę, że to co mam na stanie, prawdopodobnie będzie ostatnim co wypalę.

Dzięki mieszance miałem również okazję poznać smak indonezyjskiego Kasturi. Gdybym miał w jakiś sposób go opisać, to – moim zdaniem, jest dość podobny do Virginii. Z początku zastanawiałem się czy na pewno tam jest, ale później wypalona inna mieszanka z jego zawartością, utwierdziła mnie w przekonaniu, że jest. Tytoń nieco bardziej przyprawowy, dość charakterystyczny. Gdybym miał nazwać smaki jakich dostarcza, to powiedziałbym, że odpowiada za wytrawno-cierpkie – dość mocne, akcenty. Z pewnością szybko można się zorientować, że w mieszance obecne jest „coś innego”.

Czy polecam? Zdecydowanie! Zdaję sobie jednak sprawę z praktycznie żadnej jego dostępności, ale gdyby kiedyś znalazł się w zasięgu..


Jeśli podoba Ci się to co tutaj czytasz daj mi proszę znać. Zostaw komentarz, albo udostępnij – pomożesz innym znaleźć moje recenzje. Można mnie również znaleźć na Instagramie, gdzie dzielę się jakąś częścią swojego życia. Zachęcam do kontaktu – tak budują się fajne, nowe relacje, które z czasem przestają kręcić się tylko wokół fajki czy cygar.

Z dymem!

Mateusz Krzywiecki, @mateusz.krzywiecki, Polski Aficionado, @polskiaficionado

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry