La Mission L’Atelier 2009

La Mission L’Atelier 2009

W dzisiejszym wpisie kolejne cygaro od L’Atelier na blogu polskiafcionado.pl. Zapraszam do przeczytania recenzji cygara La Mission L’Atelier 2009.


Miałem już okazję zachwycać się cygarami L’Atelier, w tym La Mission. Napisałem „zachwycać”, bo rzeczywiście każde z wypalonych cygar wzbudzało zachwyt moich kubków smakowych, przy tym wprowadzając w zachwyt i mnie. Dzisiejsza recenzja dotyczyć będzie ostatniego z portfolio cygar La Mission dostępnych w polskiej dystrybucji – 2009.

Na cygaro wybrałem się w znakomitym towarzystwie moich dwóch cygarowych kompanów, z którymi tworzymy rzeszowski oddział klubu Smoke Bros. Korzystając z ostatnich pięknych dnia lata, postanowiliśmy wykorzystać sprzyjającą aurę udając się w malownicze miejsce przy fosie Pałacu Lubomirskich, które ostatnimi czasy wybraliśmy na letnią lożę cygarową pod chmurką. Umawiając się na nieco dłuższe posiedzenie, zdecydowaliśmy uświetnić spotkanie cygarami w rzadziej przez nas wybieranym formacie Churchill.

La Mission L’Atelier 2009

La Mission L’Atelier 2009

Jak już wspominałem, w polskiej dystrybucji cygaro dostępne jest w trzech formatach. Dotychczas miałem przyjemność spróbować dwóch pozostałych. Ich recenzje można znaleźć poniżej.

Oba cygara bardzo mi smakowały. Oba całkowicie trafiają w mój gust i są w moim odczuciu prawdziwą kwintesencją tego, co cygara powinny sobą reprezentować. Mógłbym zacząć od ich pochodzenia – cygara produkowane są w Nikaragui. Chociaż właścicielem marki jest Tatuaje, cygar produkowane są w manufakturze My Father Cigars. Następnie mógłbym wspomnieć o pięknych pierścieniach, które w tym wypadku są małymi dziełami sztuki. Pięknie komponują się z odcieniem pokrywy i szlachetnym smakiem jakiego cygara La Mission dostarczają. Chociaż do cygar staram się podchodzić bez oczekiwań, w tym wypadku – mając na uwadze poprzednie doświadczenia, oczekiwania są wysokie.

Tak bardzo chciałem zapalić cygaro La Mission, że nie dane mu było długo poleżeć. Kiedy tylko nadarzyła się okazja, wiedziałem co wybiorę.

Kilka informacji technicznych

Cygaro w słusznym formacie lekko spłoszonego Churchilla ze świńskim ogonkiem. Wymiary cygara to 6 1/2″ długości (ok. 16.5 cm), ring kalibru 56. Trzymane w ręku robi wrażenie niczym majestatyczna postać, osoby od której pochodzi nazwa formatu. Cygaro zwinięto z liści tytoniu rosnących w Meksyku (pokrywa typu San Andrés) oraz Nikaragui (zwijacz i wypełnienie). Na oko pokrywa cygara zdecydowanie ciemna. Chociaż już o tym wspominałem, całość zdobi bardzo gustowny pierścień z nazwą linii. Nie sposób przeoczyć czerwonej litery M w stylu gotyckim, która znajduje się w centralnej części pierścienia. Cygaro zachęca żeby spędzić z nim dłuższy czas.

Obcinam

Pierwsze oględziny – już po wyjęciu z celofanu, dostarczają bardzo zachęcającego aromatu słodkiej czekolady przełamanej zdecydowanie wytrawną ziemią. Chociaż cygaro jeszcze nie zostało odpalone, już dostarcza przyjemnej obietnicy bardzo smacznie spędzonego czasu. Ostatnio zdecydowaną większość cygar otwieram prostą obcinaczką. Po otwarciu sprawdzam ciąg, który w moim odczuciu jest idealny! Być może nawet zbyt otwarty – chociaż wolę kiedy sprawy mają się w tę stronę. W smaku niezapalonego cygara wyczuwam słodki smak z towarzyszącą w tle ziemią, która dominuje.

Odpalam

Ogrzewam porządnie stopkę i rozpalam serią krótkich, lekkich pociągnięć. Zauważyłem, że ostatnimi czasy każde cygaro rozpalam w ten sposób. Moim zdaniem cygaro odpalane w ten sposób jest smaczniejsze już od początku. Daję cygaru chwilę odpocząć i zbieram się za degustację. Dominującym smakiem – który z resztą przywitał mnie już na początku, jest czekolada. Do smaku czekolady dość szybko dołącza ziemia i drewno. Kiedy te nieco ustępują, do palety smaków dołącza smakowity karmel. Struktura dymu jest aksamitna, kremowa, chociaż jest to raczej wrażenie niż rzeczywisty smak cygara. Pod koniec palenia z cygara wydobywa się smak olejku migdałowego w towarzystwie czekolady deserowej. Smaki dostarczane przez cygaro tracą na intensywności i dopiero pojawienie się olejku migdałowego i gorzkiej czekolady przypominają doznania z początku tego spotkania.

Moc cygara mieści się w przedziale średni – mocny. Przez większość czasu cygaro jest raczej średniej mocy, ale pod koniec jej nabiera. Polecam coś wcześniej zjeść.

W aromacie cygara odnajduję ziemię przełamaną słodyczą, która dobrze balansuje jego odbiór.

Cygaro spala się bardzo dobrze i w zasadzie bezobsługowo. Uważam to za wielki atut każdego z wypalonych cygar. Nie ma to jak po skończonej degustacji nie pamiętać gdzie znajduje się zapalniczka.

La Mission L’Atelier 2009

Podsumowując

Kolejne świetne cygaro od L’Atelier La Mission. Musze przyznać, że cygaro w tym formacie smakowało mi bardziej niż Toro. Gdybym miał uszeregować dotychczas wypalone, na pierwszym miejscu znalazłoby się 1959 (Robusto), następnie 2009 (Churchill) i 1989 (Toro). Nie ma tu cygar gorszych – są tyko bardzo dobre, albo rewelacyjne. Cygaro z pewnością pojawi się w moim cygarowym menu. Wiem, bo przy okazji ostatniego zamówienia zamówiłem kilka sztuk w formacie 1959. Zdecydowanie polecam wszystkim miłośnikom cygar.

Jeśli podoba Ci się to co tutaj czytasz daj mi proszę znać. Zostaw komentarz, albo udostępnij – pomożesz innym znaleźć moje recenzje, czy porady dotyczące palenia cygar. Jeśli wolisz słuchać, nagrywamy z Piotrem Siwińskim regularnie nowe odcinki podcastu Spotkanie z dymem, które jest dostępne na najbardziej popularnych platformach podcastowych. Można mnie również znaleźć na Instagramie, gdzie dzielę się jakąś częścią swojego życia. Zachęcam do kontaktu – tak budują się fajne, nowe relacje, które z czasem przestają kręcić się tylko wokół cygar.

Z dymem.

Mateusz, @mateusz.krzywiecki, #polskiaficionado

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry